Życie codzienne i projektowanie statków w Finlandii
Jestes gosciem numer:
Blog > Komentarze do wpisu

Grenlandia2005 - dzień 1

Dzień 1 – 29 listopada 2005, wtorek

Fotorelacja: na Picassie

Dzień zaczął się wcześnie, bo kilka minut po 5 rano. Po zaśnieżonych, ciemnych ulicach, z małym opóźnieniem podjechaliśmy z milczącą M. na lotnisko. Tam, jako spóźnialski i ostatni w kolejce zostałem delikatnie zjechany przez panią na check-inie, ale za to nie musiałem dopłacać za prawie 10 kg nadliczbowego bagażu. W związku z całą sytuacją szybko pożegnałem się z M. i pognałem do odprawy paszportowej (może to i lepiej, obyło się bez przedłużającego się, łzawego pożegnania).

 Lot jak to lot, bez historii, ciemno a potem chmury. Na moim ulubionym lotnisku w Kopenhadze długi marsz do bramki A34, kwadrans czekania i 30-minutowy lot do Aalborga. Jedynie końcówka lotu była ciekawa, ładnie było widać zarówno ujście rzeki nad którą leży Aalborg jak i samą MARY stojącą w porcie. Po wylądowaniu w taksówkę i kilka minut po 10 zameldowałem się na statku. Jeszcze przed przydzieleniem kabiny poszedłem na krótką wycieczkę po statku i spotkałem serwisantów z Towimoru. Ich usterka okazała się niegroźna i właśnie kończyli ją naprawiać. Gorn (schodzący kapitan) przydzielił mi kabinę pilota (905) na 9 pokładzie – czyli dokładnie ta której się spodziewałem i sobie wymarzyłem. Szybko rozłożyłem swoje szpargały po półkach i szufladach i poszedłem na bardziej gruntowny obchód (znanego już na pamięć) statku. Po drodze spotkałem Clausa z Larsem (raczej chłodne przywitanie), poza tym Petera. Chwilę pogadałem z Tommym, drugim oficerem pokładowym (sympatyczny gość) i pokręciłem się po statku. Potem powalczyłem trochę z laptopem (zachciało się laikowi aktualizować sterownik do karty graficznej:-). Ok. 13 poszedłem na pokład pooglądać podejście bunkierki BALTIC SWAN i rozpoczęcie operacji bunkrowania (w międzyczasie Lars oprowadza po statku wycieczkę ludków z technikum mechanicznego lub czegoś podobnego).

 W tym momencie jest 15.55, bunkierka wciąż przy burcie, na pokład wędruje powoli ostatnia warstwa kontenerów, podobno ok. 19 ruszamy. A teraz główne zadania przede mną to odpowiednie przedstawienie się załodze (najlepiej tak jak z Tommim) oraz, ewentualnie, rozmowa z Larsem (oby nie!!!).

 Właśnie minęła 18, wróciłem z kolacji (zupka z klopsikami, kotlet z warzywami w sosie). Przedtem pogadałem trochę z Clausem, dłużej z Kapitanem (Borge, czytają to jak Bowe) o pogodzie, lodach i innych drobiazgach. Poza tym ze starszym oficerem pokładowym (chief officer Hendrik) o kalkulatorze załadunku i napełnianiu zbiornika „flumen”. Przy pokolacyjnej kawie umówiłem się ze Steenem na pojutrze na przegląd reklamacji. Relacje z załogą jakoś sie układają, choć zdarza im się rzucić jakąś kąśliwą uwagę nt stoczni. Jakoś to będzie. Rozmowy z Larsem nie doczekałem, i dobrze, co miałbym mu powiedzieć? Pogrzebię teraz trochę w komputerze (czekając na smsową odpowiedź M.).

 Siedząc i grzebiąc przegapiłem moment odpalenia silnika głównego (o 19.45), ku memu zaskoczeniu już kilkanaście minut później rzuciliśmy cumy i prawie punktualnie o 20.00 odbiliśmy od nabrzeża portu w Aalborgu. Na mostku rządzi kapitan z pilotem, Tomi zarządza załogą pokładową. Po kilku zwrotach których wymagała krętość rzeki Langerak o 21.00 mijamy główki Hals i wypływamy na otwarte morze (mimo, że to właściwie Kattegat i mnóstwo płycizn dookoła). Gdzieś od 20.30 zapada gęsta mgła, wg obserwacji ok. 21.30 zasięg widzialności nie przekracza  pół mili. O 21.45 zsiada pilot i kapitan zostaje sam na mostku. Teraz czeka nas wielka pętla wokół północno-wschodniego cypla Danii, szacuję, że jutro jak wstanę na śniadanie (ok. 8.00) będziemy przy brzegach Norwegii (obieramy trasę północną, przez Wyspy Owcze i aż pod Islandię).

 Tyle wrażeń na dzisiaj, oj długi to był dzień.

poniedziałek, 22 lutego 2010, finzynier

Polecane wpisy

  • Równonoc

    Przedwczoraj byla równonoc , zwana też ekwinokcjum, więc dziś o dwóch okrętowych równonocach z zupełnie innej bajki: EQUINOX to nazwa nowej serii masowców (stat

  • Zmiany

    Ostatni rok upłynął pod znakiem zmian. Począwszy od zdrowotnych po zawodowe. Na szczęście to, co najważniejsze (czyli rodzina) pozostaje bez zmian – bezpi

  • Grenlandia2005 - dzień 3

    Dzień 3 – 1 grudnia 2005, czwartek Fotorelacja: na Picassie (dziś tylko dwa zdjęcia, ciekawe, ale kiepskiej jakości) Dzisiaj pracowicie się zaczęło –

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
andromeda_mama
2010/02/23 20:23:49
Cześć. Nie rozumiem za bardzo, kiedy ta przygoda miała miejesce - opisujesz to, co było w 2005, tak? Wybacz ignorancję - nie przeczytałam jeszcze wszystkich wpisów.
-
Gość: finzynier, 62.183.178.*
2010/02/24 08:24:00
Tak, powyzsze jest (prawie doslowna) publikacja mojego "dziennika podrozy" z 2005 roku, wiecej w poprzednim poscie