Życie codzienne i projektowanie statków w Finlandii
Jestes gosciem numer:
Blog > Komentarze do wpisu

Grenlandia2005 - dzień 3

Dzień 3 – 1 grudnia 2005, czwartek

Fotorelacja: na Picassie (dziś tylko dwa zdjęcia, ciekawe, ale kiepskiej jakości)

Dzisiaj pracowicie się zaczęło – jest już 12.30 czasu statkowego a ja jestem pierwszy raz dłużej na mostku. Po kolei zaś – ok. 3.00 w nocy obudziły mnie SMSy – przez jakiś czas byliśmy w zasięgu nadajników na Szetlandach lub Orkadach. Skorzystałem ze sposobności i wysłałem kilka SMSow. Wyjrzałem przez okno i zobaczyłem światła na Szetlandach. Wstałem kilkanaście minut przed ósmą, pobiegłem na śniadanie a prosto po nim do biura przegadać zgłoszenia reklamacyjne ze Steenem, Clausem i Boernem (kapitanem). Rozmowa nie była łatwa, ale jakoś szło, o wiele sympatyczniej niż z Larsem przez telefon. O 10 zrobiliśmy krótką przerwę na kawę, w trakcie której pognałem na mostek zobaczyć z oddali pola naftowe Schiehallion (samego FPSO nie dostrzegłem) i Foinaven (z dobrze widoczną platformą półzanurzalną i FPSO Petrojarl oraz jednostką stand-by) – byliśmy wtedy na pozycji 60^15.9'N, 4^30.8'W, pole na północ od nas z 10 mil. Po powrocie ciąg dalszy claimów, tym razem już trochę luźniej, bo i claimy nowsze, nie do końca zbadane. W sumie trochę po 11 skończyliśmy, poszedłem przejść się wtedy po pokładzie, potem ze Steenem zrobiliśmy obchód drzwi wodoszczelnych i cieknących przejść kablowych, potem jeszcze zwiedziliśmy pod kątem reklamacji całą siłownię. I tak zszedł czas do 12, czyli lunchu. Teraz przyszedłem na mostek popisać i pogrzebać w papierach i plikach, zaplanować sobie pracę na nadchodzące dni oraz przygotować korespondencję do wysłania. Pogoda na zewnątrz jest znakomita, buja dziś zdecydowanie mniej, świeci słońce, jest 10 stopni na plusie. My wciąż kierujemy się kursem 293, zostało nam ok. 430 mil do wybrzeży Islandii (czyli niecałe 30h). Już wiem jak wysyłać maile, więc najpóźniej wieczorem wyślę kilka.

 No to mamy już 15.40, a ja wciąż na mostku. Robi się już szarawo, a my wciąż płyniemy na zachód (obecnie ok. 35 mil na południe od Wysp Owczych). Plan działania mniej więcej ułożony, kwestia grzania okien w sterówce rozpoznana, pogrzebałem w kabelkach z 45 minut ale bez rezultatu, coraz bardziej prawdopodobne, że błąd leży w samej szybie. Zaraz schodzę na dół wysłać maile, może jutro rano już dotrą do odbiorców. Zidentyfikowalem numer i przetestowalem faks satelitarny na mostku.

Po wysłaniu maili podszedłem do salonu (recreation room) doczytałem wtorkowy Puls Biznesu, obejrzałem album ze zdjęciami ze chrztu MARY, poczekałem na innych, wypiliśmy po tradycyjnym o 17 piwie, zamieniliśmy kilka grzecznościowych zdań ze Steenem (o żonę, mieszkanie), Claus potwierdził puszczenie na satelitę moich maili.

Skończyłem czytać zaległe gazety, jest 20, jak skończę uzupełniać dziennik to małą godzinkę poszperam w dokumentacji na temat różnych claimów zanim usiądę do czytania. W tle koncert Jarre'a, statkiem trochę mocniej kiwa, choć na szczęście głównie wzdłużnie. Właśnie wróciłem z mostka, tam trwała zmiana wachty, jesteśmy na pozycji 61^19.6' N i 9^28.6' W (czyli najbardziej na północ i zachód w moim życiu!!! - oba rekordy jeszcze wielokrotnie do pobicia w tej niezwykłej podróży). Wciąż płyniemy kursem 293 celując na południowe brzegi Islandii, zostało do nich 310 mil, czyli ok. 20.5h płynięcia (czyli jest szansa obejrzeć jutro przed zmrokiem brzegi Islandii !) Na mostku wyłączono sondę, płyniemy uczciwe 16.7-17.4 węzła, wiatr zmienny, głownie od rufy (tak wskazuje widoczny nad ładowniami dym z komina).

 

 

czwartek, 20 maja 2010, finzynier

Polecane wpisy

  • Równonoc

    Przedwczoraj byla równonoc , zwana też ekwinokcjum, więc dziś o dwóch okrętowych równonocach z zupełnie innej bajki: EQUINOX to nazwa nowej serii masowców (stat

  • Grenlandia2005 - dzień 1

    Dzień 1 – 29 listopada 2005, wtorek Fotorelacja: na Picassie Dzień zaczął się wcześnie, bo kilka minut po 5 rano. Po zaśnieżonych, ciemnych ulicach, z mał

  • Grenlandia2005 - wstęp

    Pierwsze trzy lata mojej pracy zawodowej spędziłem w biurze projektowym jednej z trójmiejskich stoczni. Pierwszym poważniejszym zadaniem było asystowanie główne

  • Nie lubimy siebie czy Polski?

     Dlaczego ciągle jesteśmy niezadowoleni? Dlaczego przed każdymi wyborami gdy ktoś nam coś obiecuje, my idziemy do urn i głosujemy z nadzieją że …

  • Do Pana Janusza

    Wygląda na to że kokpit był jak kolejowa poczekalnia, każdy mógł tam sobie wejść i snuć rozważania na temat tego, czy dotrzemy do celu o czasie? Wydało się wres

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: