Życie codzienne i projektowanie statków w Finlandii
Jestes gosciem numer:
środa, 10 marca 2010

Dzień 2 – 30 listopada 2005, środa

Fotorelacja: na Picassie

Dzień zaczął się zupełnie spokojnie, pobudka ok. 7.30, za 10 ósma krótka wizyta na mostku  - sprawdziły się moje przewidywania, jesteśmy kilkanaście mil od brzegów Norwegii (w okolicach Kristiansand, 57^53.4'N, 8^26.7'E, kurs 273). Po śniadaniu powrót na mostek, trochę zdjęć, porządki w papierach, po 9 krótka wycieczka z Janem (1st officer) nt zasad bezpieczeństwa. O 10.30  próbne alarmy pożarowy i łodziowy. O 10.45 dotarliśmy na pozycję 57^56'N, 7^3'E czyli zwrot na kurs 292 (następny punkt zwrotny to rejon wyspy Fair, między Orkadami a Szetlandami – 59^42.3'N, 1^28'W, zostało do niego 285 mil, czyli ok. 20h). Z map wynika, że ok. Północy będziemy przepływali kilka mil od platform wiertniczych. W międzyczasie dostałem faksem swoją polisę ubezpieczeniową Po 12 zszedłem na lunch, przy nim rozmowa z Thorsenem z Lyngsoe. Po posiłku chciałem wziąć laptopa na mostek i popracować ciut na nim ale bateria pokazywała 4% i komputer się wyłączał. O 13.10 zszedłem więc na dół popisać dziennik, jak skończę to przymierzę się do wprowadzenia nowego software'u do rozdzielnicy sprężarek prowiantowych.

No to mamy 16.00, mniej więcej godzinę zajęło mi wprowadzenie nowego oprogramowania do sterownika rozdzielnicy sprężarki chłodni prowiantowej – zakończone sukcesem (nawet Claus mi pogratulował), choć tylko połowicznym, bo wciąż nie mogą uruchomić sprężarki no 2, zdaje się, że brakuje jakiegoś elementu elektrycznego w rozdzielnicy – sprawdzę w W9. Pozostały czas spędziłem na mostku i na rozmowie z Clausem (luźnej, prawie przyjacielskiej), a poza tym na utrzymaniu się na nogach, bo buja coraz mocniej (choć to tylko zachodnia martwa fala – swell) – nie wiem jak ostatecznie zareaguje mój żołądek, na razie lekko mi mdławo i czuję się lekko otumaniony. Jakoś to będzie. Za godzinę schodzę na piwo, a potem kolacja. 

Już po kolacji a żołądek działa normalnie (w odróżnieniu do Toerna z Lyngsoe:-) Przed 17 poczytałem sobie trochę nt Illulisat i Grenlandii w ogóle, przy piwie miła pogawędka z Clausem na niezobowiązujące tematy – umówiliśmy się na jutro rano na przegląd reklamacji. Steen zaoferował mi dostęp do poczty, więc pewnie za dzień czy dwa wyślę pierwszy zestaw maili.

 Przed 21 zjawiłem się w sterówce (początkowo chciałem tylko sprawdzić gdzie jesteśmy przed pójściem do salonu poczytać gazety, ale zostałem tam ponad godzinę – a wszystko przez wieże wiertnicze i wydobywcze, dosłownie kilka mil od nas ! - widoczne jak na dłoni oświetlone części przetwórcze, świecące mocno flary gazowe i jednostki Stand-by and rescue kręcące się wokół! Konkretnie o 22 byliśmy na pozycji 59^2' N, 1^53' E (nazywa się to Holene Walker Bank, ok 110 m głębokości), East Brae field (świetnie widoczne, chyba platforma posadowiona tzn gravity base) 11 mil od nas na azymucie 206, Balder i Ringhorne już za nami na azymucie 59, 17 mil (chyba FPSO), po prawej pola Harding i Bergen (ok. 13 mil, na 310 stopniach). Do zwrotu na dokładny zachód w okolicy wyspy Fair zostało nam 110 mil, czyli ok. 7.5h, więc raczej nie zobaczę ani wyspy, ani Orkadów czy Szetlandów, szkoda, może w drodze powrotnej. Aha, dziś pierwszy raz śpimy godzinę dłużej, jeszcze 3 takie zmiany przed nami (Grenlandia jest GMT-3).

 

poniedziałek, 22 lutego 2010

Dzień 1 – 29 listopada 2005, wtorek

Fotorelacja: na Picassie

Dzień zaczął się wcześnie, bo kilka minut po 5 rano. Po zaśnieżonych, ciemnych ulicach, z małym opóźnieniem podjechaliśmy z milczącą M. na lotnisko. Tam, jako spóźnialski i ostatni w kolejce zostałem delikatnie zjechany przez panią na check-inie, ale za to nie musiałem dopłacać za prawie 10 kg nadliczbowego bagażu. W związku z całą sytuacją szybko pożegnałem się z M. i pognałem do odprawy paszportowej (może to i lepiej, obyło się bez przedłużającego się, łzawego pożegnania).

 Lot jak to lot, bez historii, ciemno a potem chmury. Na moim ulubionym lotnisku w Kopenhadze długi marsz do bramki A34, kwadrans czekania i 30-minutowy lot do Aalborga. Jedynie końcówka lotu była ciekawa, ładnie było widać zarówno ujście rzeki nad którą leży Aalborg jak i samą MARY stojącą w porcie. Po wylądowaniu w taksówkę i kilka minut po 10 zameldowałem się na statku. Jeszcze przed przydzieleniem kabiny poszedłem na krótką wycieczkę po statku i spotkałem serwisantów z Towimoru. Ich usterka okazała się niegroźna i właśnie kończyli ją naprawiać. Gorn (schodzący kapitan) przydzielił mi kabinę pilota (905) na 9 pokładzie – czyli dokładnie ta której się spodziewałem i sobie wymarzyłem. Szybko rozłożyłem swoje szpargały po półkach i szufladach i poszedłem na bardziej gruntowny obchód (znanego już na pamięć) statku. Po drodze spotkałem Clausa z Larsem (raczej chłodne przywitanie), poza tym Petera. Chwilę pogadałem z Tommym, drugim oficerem pokładowym (sympatyczny gość) i pokręciłem się po statku. Potem powalczyłem trochę z laptopem (zachciało się laikowi aktualizować sterownik do karty graficznej:-). Ok. 13 poszedłem na pokład pooglądać podejście bunkierki BALTIC SWAN i rozpoczęcie operacji bunkrowania (w międzyczasie Lars oprowadza po statku wycieczkę ludków z technikum mechanicznego lub czegoś podobnego).

 W tym momencie jest 15.55, bunkierka wciąż przy burcie, na pokład wędruje powoli ostatnia warstwa kontenerów, podobno ok. 19 ruszamy. A teraz główne zadania przede mną to odpowiednie przedstawienie się załodze (najlepiej tak jak z Tommim) oraz, ewentualnie, rozmowa z Larsem (oby nie!!!).

 Właśnie minęła 18, wróciłem z kolacji (zupka z klopsikami, kotlet z warzywami w sosie). Przedtem pogadałem trochę z Clausem, dłużej z Kapitanem (Borge, czytają to jak Bowe) o pogodzie, lodach i innych drobiazgach. Poza tym ze starszym oficerem pokładowym (chief officer Hendrik) o kalkulatorze załadunku i napełnianiu zbiornika „flumen”. Przy pokolacyjnej kawie umówiłem się ze Steenem na pojutrze na przegląd reklamacji. Relacje z załogą jakoś sie układają, choć zdarza im się rzucić jakąś kąśliwą uwagę nt stoczni. Jakoś to będzie. Rozmowy z Larsem nie doczekałem, i dobrze, co miałbym mu powiedzieć? Pogrzebię teraz trochę w komputerze (czekając na smsową odpowiedź M.).

 Siedząc i grzebiąc przegapiłem moment odpalenia silnika głównego (o 19.45), ku memu zaskoczeniu już kilkanaście minut później rzuciliśmy cumy i prawie punktualnie o 20.00 odbiliśmy od nabrzeża portu w Aalborgu. Na mostku rządzi kapitan z pilotem, Tomi zarządza załogą pokładową. Po kilku zwrotach których wymagała krętość rzeki Langerak o 21.00 mijamy główki Hals i wypływamy na otwarte morze (mimo, że to właściwie Kattegat i mnóstwo płycizn dookoła). Gdzieś od 20.30 zapada gęsta mgła, wg obserwacji ok. 21.30 zasięg widzialności nie przekracza  pół mili. O 21.45 zsiada pilot i kapitan zostaje sam na mostku. Teraz czeka nas wielka pętla wokół północno-wschodniego cypla Danii, szacuję, że jutro jak wstanę na śniadanie (ok. 8.00) będziemy przy brzegach Norwegii (obieramy trasę północną, przez Wyspy Owcze i aż pod Islandię).

 Tyle wrażeń na dzisiaj, oj długi to był dzień.

niedziela, 31 stycznia 2010

Pierwsze trzy lata mojej pracy zawodowej spędziłem w biurze projektowym jednej z trójmiejskich stoczni. Pierwszym poważniejszym zadaniem było asystowanie głównemu projektantowi w czasie budowy kontenerowca ze wzmocnieniami lodowymi dla grenlandzkiego armatora Royal Arctic Line. Trochę wrażeń z tego zadania (oraz zdjęć) znajdziecie z czasem w zakładce "budowa kontenerowca" powyżej. Jak tylko zobaczyłem, że w kontrakcie jest wymóg wysłania przedstawiciela stoczni jako inżyniera gwarancyjnego na 3 miesiące na pokład statku zacząłem czynić starania, abym to ja został tą osobą. Udało mi się dopiąć swego, ale szybko przekonałem się, że sama funkcja jest dosyć niewdzięczna - musisz się tłumaczyć z każdego stoczniowego bubla, świecić oczami nie tylko za projektantów, ale i stoczniowych spawaczy, rurarz i elektryków jak i producentów zamontowanych na statku urządzeń. Poza upragnionym rejsem rozpatrzyłem ok. 170 reklamacji (w ciągu roku trwania gwarancji), kilkanaście godzin spędziłem na rozmowach telefonicznych z superintendentem (przedstawicielem armatora), tydzień zabrała mi wyprawa do Danii z brygadą elektryków , poza tym zawracałem głowę wielu ludziom w stoczni, którzy już dawno 'zapomnieli', że taki statek wogóle budowaliśmy. Na koniec statek przyszedł do naszej stocznia na dokowanie i załatwienie  ostatnich reklamacji, więc prawie tydzień biegania po stoczni aby zdążyć z wszystkim na czas. Ale z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że było warto, nie tylko ze względu na rejs, ale również ze względu na ogrom doświadczeń, których nigdy bym nie zdobył zza projektanckiego biurka.

Cykl Grenlandia2005 będzie relacją z trzygodniowego rejsu na trasie Dania-Grenlandia-Dania, który odbyłem jako przedstawiciel stoczni w listopadzie-grudniu 2005 roku. Ponieważ prowadziłem w czasie tej wyprawy dziennik/pamiętnik, każdy wpis poświęcę jednej dobie, czasem wrzucę jakieś zdjęcie, ale pełem zestaw zdjęć na każdy dzień umieszczę na Picassie, na dole notki będzie zawsze odnośnik do odpowiedniego katalogu. Wpisy będę lekko tylko zedytowaną wersją zapisków, więc pojawią się najprzeróżniejsze spostrzeżenia i uwagi, mam nadzieję, że ciekawe nie tylko dla mnie. Nie będę też ukrywać, że bardzo okrojona (do ok. 3 stron A4) wersja moich wspomnień z tej wyprawy ukazała się drukiem w miesięczniku Nasze Morze (numer 3/2006), ale ponieważ nie przekazywałem nikomu praw autorkich do tekstu czy zdjęć, więc nie widzę przeszkód, aby teraz pełną wersję wspomnień opublikować on-line.

Miłego czytania i komentowania, pierwszy odcinek już za kilka dni

sobota, 30 stycznia 2010

Duch Murphy'ego unosi się nad moją pracą w ostatnim tygodniu: jak nie masz zajęcia przez dłuższy czas to na pewno zaraz przyjdzie moment, gdy będziesz ich miał tyle, że nie będziesz w stanie ich ogarnąć. No i proszę - po ponad dwóch miesiąsach dłubania niepotrzebnych (na razie) programików w czwartek wystartował projekt ofertowy modułu generatorów dieslowych (na FPSO czyli "pływającą rafinerię", która będzie zakotwiczona u wybrzeży Brazyli) oraz kontynuacja obliczeń dynamicznego pozycjonowania dla statku wierniczego. W przyszłym tygodniu ruszy projekt koncepcyjny promu (podobno mam go poprowadzić) a jak znajdę chwilę, to mam jeszcze do zrobienia planowanie transoceanicznej podróży nie-do-końca-oceaniczniego statku (konkretnie lakera-jeziorowca, do żeglugi po Wielkich Jeziorach na granicy USA-Kanada) - czyli wytrzymałość wzdłużna na fali. Nie żebym narzekał - zdecydowanie wolę nadmiar pracy niż niedomiar.

A taki niedomiar będzie miała firma jako całość po tym jak pod koniec lutego skończy się projekt statku, o którym pisałem tutaj. Dotyczy to również znajomych z polskiej filii naszej Firmy, którzy wrócą do kraju (bo od dobrych kilku miesięcy siedzą u na w Raisio) i pójdą na przymusowy urlop. Generalnie sposób w jaki szefostwo Firmy ich  traktuje jest znacznie mniej profesjonalny niż się spodziewałem - ale to niezbyt dobry temat na publiczne rozważania. Dość, że może się zdarzyć, że polska placówka nie będzie już istniała za te kilka lat jak wrócimy do kraju - a to nie brzmi zbyt dobrze.

Jedną z osób mających wpływ na opisaną sytuację jest TS - szef kooperacji. Poza tym, że jest wyjątkowo rozgadany i towarzyski (jak na Fina), to mimo ponad półwiecznego stąpania po ziemskim padole (:-) jeździ tysiące kilometrów na motocyklu i bierze udział w wyprawach polarnych - w marcu zeszłego roku przeszedł (wraz z kilkuosobowym zespołem) Grenlandię w poprzek, na nartach! Ponad 650 km w ok. 30 dni, z ok. 100kg sankami za sobą - tutaj jest strona domowa wyprawy (wraz z dziennikiem podrózy) a na Picassie jest zestaw siedemdziesięciu kilku zdjęć z tej ekspedycji.

Powyższe potraktujcie jako zapowiedź mojego własnego cyklu o Grenlandii - początek za dzień lub dwa znajdziecie w zakładce "Grenlandia" u góry.

13:53, finzynier , w pracy
Link Dodaj komentarz »
piątek, 15 stycznia 2010

Szwedzi zniosą parytety (punkty za płec) na uczelniach wyzszych, bo to niekorzystne dla kobiet - wynika z tego doniesienia. Ciekawe, że wspomina się o kierunkach sfeminizowanych a nie o tych zmaskulinizowanych (?) jak np. inzynierskich czy informatycznych juz nie / przeciez tam pewnie tez wielu facetów nie dostało się na rzecz dziewczyn z gorszymi wynikami. Żeby nie było nieporozzumienia - jestem przeciw parytetom, tak samo jak przeciw dyskryminacji. Tylko drażni mnie takie przedstawienie sytuacji.  A z pokrenej beczki - widział ktoś kiedyś meżczyznę-nauczyciela w przedszkolu ? (nie piszę o przedszkolaku czy przedszkolance, bo znam jedną nauczycielkę z przedszkola, która się strasznie na takie określenie wkurza, poniekąd słusznie, bo jest mgrem pedagogiki)

W końcu się zebrałem i kupiłem sobie narty. Biegowe oczywiście, bo zjeżdżac to w Finlandii specjalnie nie ma gdzie (poza Laponią). Już nawet wypróbowałem je w pobliskim parku i było świetnie - to nic, że leżałem już z 8 razy, ale jeszcze kilka dni i będę mógł powiedziec, że umiem jeździc.

piątek, 08 stycznia 2010

Wiele sie działo od ostatniego wpisu więc jedynie w duzym skrócie:

   - w pracy zastój, poza dwutygodniowym projekcikiem (ale za to moim pierwszym samodzielnym:-) w listopadzie dłubię w Fortranie symulacje DP na ewentualne przyszłe projekty i troche pomagam w przygotowywaniu ofert (w ostatnim czasie złozyliśmy 6 ofert związanych z jednostkami typu FPSO)

   - podróż do Kraju nie obyła się bez przeszkód - 18. grudnia zamiast wyleciec o 18.55 wsiedliśmy do samolotu o 01.15 dnia następnego, cały ten czas spędzając w baraku zwanym Terminalem 2 w Turku. Nie wchodząc w szczegóły - daliśmy radę. Lot powrotny miał tylko 45min opóźnienia. I mimo, że w sobotę było w Turku -27 stopni, w niedzielę wieczór jedynie ok. -8 więc (po 20 min odsnieżania) samochód odpalił bez problemu

   - jeśli już o temperaturze - od ponad tygodnia jest całkiem zimno i leży mnóstwo śniegu. Dziś na przykład jest -16, ale po weekendzie ma byc cieplej. Najwyższy czas, bo przy mrozie poniżej -10 małe dzieci nie powinny wychodzic na dwór, więc Moje Panie kwitną od kilku dni w domu i już lekko wariują:-)

  - popycham powoli moje studia, w Gdańsku spotkałem się z profesorem-emeritusem, ekspertem stateczności, który zasugerował kilka możliwych kierunków badań. Do przedyskutowania z promotorem jeszzce w tym miesiącu.

  - mimo świąteczno-rodzinnego zabiegania (co najmniej dwie wyjazdowe wizyty w ciągu dnia, plus 4 spotkania z dentystą i kilka wieczornych spotkań) udało mi się też spotkac z kumplem z poprzedniej pracy, gdzie sytuacja wygląda coraz gorzej - roboty brak, przyszłośc niepewna a bezczelnośc Młodych Kreślarzy (zwanych też Specjalistami od Bardzo Spomplikowanego Programu Modelującego) dobijająca...

  - gdyby stopień zabiegania był mierzony ilością posiadanych kalendarzy to nie miałbym czasu na wizyty w toalecie. W mieszkaniu wiszą trzy (jeden ze statkami współczesnymi z Ships Monthly, drugi z żaglowcami od Teściowej, trzeci z antycznymi mapami od Brata) a w pracy będę miał 4 (jeden plakat-kalendarz z RINA do zasłonięcia okienka na korytarz, jeden z DNV do wiszenia przed oczami, jeden książkowy z Bratinej firmy do zapisywania Ważnych Rzeczy i jeden od Klienta, chyba do podarowania komuś, bo nie mam gdzie powiesic)

  - w międzyczasie minął też rok prowadzenia bloga - dzięki wszystkim czytaczom za te ponad 7000 odwiedzin

   - nie wie ktoś jak się można zaczepic na kilkumiesięczny pobyt na jednej ze stacji badawczych na Spitsbergenie, czytałem ostatnio jakiś wywiad na gazeta.pl wróciła polarna chrapka ...

Tyle na dziś

piątek, 30 października 2009

Ostatnie kilka tygodni pracuję nad raportem dla klienta z USA nt. stateczności jego dwóch statków. Robota bardzo ciekawa, ale zaczęła się od zgrzytu - miałem jechać do Houston na spotkanie z armatorem, stocznią i projektantem, ale nie pojechałem, bo ambasada USA w Helsinkach stwierdziła, że nie jest mi w stanie w ciągu tygodnia wydać wizy biznesowej. I to mimo, że na stronie departmanetu stanu stoi (dla Helsinek) jak byk: czas oczekiwania na interview: 2 dni, czas procesowania wniosku: 3 dni. Strasznie mnie to zdrażniło, bo oczywiście zamiast mnie pojechał Fin (bo Finowie są wciągnięci do Visa Waiver Program, czyli wypełniają jeden druczek i lecą). I tak, absolutnie bez własnej winy straciłem okazję wykazania się na spotkaniu z przyszłościowym klientem.

Jakby na pocieszenie, dziś dowiedziałem się, że po kolejnych przetasowaniach w strukturze firmy zostałem osobą odpowiedzialną za Hydrodynamics & Stability - Offshore !!! Niby de facto od jakiegoś czasu już tak było, ale oficjalne potwierdzenie tego w strukturze firmy nastraja optymistycznie.

Innym poztywnym aspektem było przypomnienie sobie o zasadach działania fińskiego systemu emerytalnego. A przypomniał mi mój fundzusz emerytalny Varma przysyłając coroczne rozliczenie. Wygląda to w skrócie tak: składka odprowadzana z pensji wędruje w większości na fundusz "emerytury zarobkowej", zarządzany przez prywatną firmę. Mniejsza części idzie do tutejszego ZUS+NFZ czylli Keli. Po osiągnięciu wieku emerytalnego (65 lat dla obu płci, z możliwościami obniżenia tego wieku jak i wydłużenia czasu pracy - z uwagi na sytuację demograficzną rząd namawia do przedłużania, ale nie zmienia przepisów) jest ci wypłacana emerytura zarobkowa. Jeśli z powodu małych zarobków/stażu pracy jest ona niższa od pewnego minimum - Kela dopłaca "emeryturę państwową". Są do niej uprawnienie tylko ci, którzy większość życia spędzili w Finlandii (poniżej 80% czasu między 16 a 65 rokiem życia następuje stopniowa redukcja, jeśli przebywałeś poniżej 3 lat - nie masz prawa do niczego, nawet jeśli akurat mieszkasz w Finlandii). Zainteresowanym szczegółami polecam stronę KELA . Każdy pracujący w Finlandii dostaje regularnie informacje ile uzbierał w fundzusz na emeryture zarobkową i jak się to przełoży na jego emeryturę w przysłości. I tak wychodzi mi, że za każdy rok pracy w Finlandii będę dostawał ok. 40 EUR. Jakby tak pozbierać to wszystko do kupy, to wychodzi, że jeśli w wieku 65 lat przeszedłbym na emeryturę będę dostawał w okolicach 70-80% pensji - całkiem nieźle (oczwiście zakładając, że nie będzie znaczących skoków inflacji, dochodów i indeksów giełdowych). Generalnie system wydaje mi się bardzo sprawiedliwy i motywujący do pracy.

Co ciekawe, mimo generalnych strat za rok 2008, które mój fundusz poniósł, miesięczna emerytura wyliczona za 2007 rok wzrosła (w porównaniu z wyliczeniem z zeszłego roku). Może wynika to z prawodastwa zabezpieczającego interesy  emerytów?

Mimo 15% spadku wartości aktywów Varma to największy gracz na Helsińskiej giełdzie, a dzięki temu jestem za ich pośrednictwem współwłaścicielem takich firm jak Wartsila(silniki okrętowe), Nokia, Fortum(energetyka), Nordea czy Stora Enso(przem. papierniczy).

PS: Gdańsk staje się ważnym centrum logistycznym dzięki przedłużeniu linii kontenerowej Maerska z Chin do Polski - więcej tutaj.

20:39, finzynier , w pracy
Link Komentarze (1) »
piątek, 25 września 2009

Byliśmy w poniedziałek w Helsinkach (chociaz tak na prawdę to w Espoo, na kampusie politechniki na Otaniemi i u znajomych) i w czasie oczekiwania na spotkanie z wykładowcą zgarnąłem wewnętrzne pisemko TKK (czyli Helsinki Univeristy of Technology), o dziwo w wersji angielskojęzycznej. Pisemko jest do sciągnięcia tutaj. Kilka refleksji mi się nasuneło, proszę porównac moje poniższe streszczenie z polską rzeczywistością.

I tak, na czwartej stronie - w nowym roku akademickim (który zaczynął się na początku września) uczelnia przyjęła na studia drugiego stopnia (czyli magisterskie uzupełniające) 593 osoby, z czego 378 (64%) legitymuje się licencjatem/inżynierem z nie-fińskiej uczelni. Ogólna tendencja jest taka, że ludzie z fińskim bachelorem są absolwentami wyższych szkół zawodowych (AMK, university of applied science, kiedys zwane politechnic), a ci z nie-finskim dyplomem (głównie z Chin, Indii, Pakistanu i innych krajów, głównie azjatyckich, w sumie 52 narodowości) zapisuja się na jeden z 13 (!) kursów wykładanych po angielsku.

Jaki jest procent zagranicznych studentów na polskich uczelniach i ile kursów/kierunków jest dostępnych po angielsku ?

Strona 6 i wspaniały pomysł - konkurs dla dzieci z klas 1-6 pod tytulem "To działa!" - czyli wymyślanie i budowanie w czteroosobowych zespołach ruszających się zabawek. W tegorocznej edycji wzięło w sumie udział 21500 uczniów którzy stworzyli 5400 zabawek. No i na podsumowanie cytat:

"Technology education is part of the core curriculum for comprehensive schools in Finland. The aim of technology education is that young people understand what is meant by technology and learn to use and develop it."

 Ponieważ wiodącym temayem numeru są Młodzi Przedsiębiorcy-Młode Firmy, więc poza informacją o organizacjach wspierających młodych przedsiębiorców (np. www.aaltoes.com, www.bit.fi, www.tuli.fi) czy o konkursach na najlepszy pomysł na firmę (www.venturecup.fi) mamy kilka historii modych firm:

      - ZenRobotics, czyli zasotoswanie badań nad mózgiem i sztuczną inteligencją do sterowania robotami przemysłowymi

       - HILA, czyli internetowy system wymiany informacji o problemach, błędach i możliwych ulepszeniach systemu scieżek rowerowych w Helsinkach

      - QSA Ltd, czyli matematyczne modelowanie ryzyka inwestyczyjnego i ubezpieczeniowego

      - Powerkiss Ltd, czyli urządzenie do bezprzewodowego ładowania telefonów komórkowych

       - Enfucell, czyli organiczne ogniwa paliwowe do zasilania elektroniki

Poza tym w numerze krótkie streszczenia 12 doktoratów ostatnio obronionych na TKK, w tym antena 60 GHz do komunikacji np. między odtwarzaczem blu-ray a telewizorem, logika obliczeniowa, zdjęcia żywych komórek w 3D oraz mutowanie komórek aby wydajniej produkowały kwas mlekowy. Zastanawiające jest, że spośród 12 autorów, jedynie 5 ma fińsko-brzmiące nazwiska - więc z jednej strony super fińska edukacja itd, ale badania to robią głównie obcokrajowcy (lub naturalizowani Finowie). Niby fenomen znany np. z USA, ale wcale nie rokujący dobrze tzw. państwom rozwiniętym.

A teraz kilka liczb na temat mojej fińskiej uczelni:

    - założona w 1879, prawa uniwersyteckie od 1908

   - 4 wydziały (faculty), 25 katedr (department)

   - 250 profesorów, 15000 studentów

   - rocznie około 1000 magistrów i 160 doktorów opuszcza uczelnie

    - roczny budżet (w 2007 roku) - 223 mln EUR (łącznie z państwowej kasy z innych źródeł)

Mała uwaga  - moja działka (Marine Technology) jest reprezentowana jedynie na tej uczelni w całej Finlandii (ok. to nie do końca prawda, bo inż. w tej branży możesz też zostac po turuńskiej AMK, czyli wyższej szkole zawodowej) i  jedynie przez zakład (Unit) w ramach Katedry Mechaniki Stosowanej na Wydziale Budownictwa i Architektury (Department of Applied Mechanics, Faculty of Engineering and Architecture) - wypuszcza średnio rocznie 12 magistrów i jednego doktora. Niech to będzie mój głos w dyskusji czy zlikwidowac wydziały okrętowe na gdańskiej i szczecińskiej politechnice ? Oczywiście, jeśli są słabe organizacyjnie, można miec w kraju 3 świetne stocznia, wielu producentów wyposażenia okretowego i kilka dobrych biur projektowych nie mając nawet katedry budowy okrętów. Nawet Holendrzy na swojej wiodącej politechnice w Delft (www.tudelft.nl) nie mają oddzielnego wydziału okrętowego, jest Faculty Mechanical, Maritime and Materials Engineering (http://3me.home.tudelft.nl/en/). Więc nie ruszają mnie argumenty o tradycji i kluczowym znaczeniu bla bla bla - zalezy mi jedynie, aby kształcenie i badania w tej działce nie zanikły w Polsce, ale w jakiej formie organizacyjnej ? Najbardziej wydajnej.

A już na sam koniec - 1 stycznia 2010 roku powstanie Aalto University - nazwana na cześc najsławniejszego fińskiego architekta Alvara Aalto (absolwenta TKK ale też projektanta gmachu głownego tej uczelni). Nowa uczelnia zrodzi się z połączenia Helsinki University of Technology (=TKK), Helsinki School of Economics i University of Art and Design Helsinki. Ma to pozwolic na multidyscyplinarną edukację ukierunkowaną na innowacje (tak można streścic calą medialną otoczkę towarzyszącą połączeniu). Przez analogię - to trochę tak jakby połączy Politechnikę Warszawską ze Szkołą Główną Handlową i Akademię sztuk Pięknych. Pomysł mi sie podoba, zobaczymy jak to bedzie wyglądało w praktyce.

Notka o zegarkach przechodzi z fazy zbierania materiałów graficznych do fazy grafomańskiej :-)

 

wtorek, 28 lipca 2009

... czyli, w ramach odrabiania zaległości, o drugiej wyprawie wioślarskiej tego sezonu.

Działo się to w pochmurną sobotę, 13 czerwca. Ruszyliśmy z mariny w Raisio, która leży dokładnie naprzeciw stoczni STX Europe, gdzie powstają największe statki pasażerskie (a właściwie wycieczkowe, cruise ships). Podwiosłowaliśmy więc najpierw pod sam kadłub, na dwóch poniższych zdjęciach widac nas (na pierwszym tylko w postaci kropki) przy dziobie Oasis of the Seas.

Gdy już minęliśmy ten ogromny kadłub zrobiliśmy jeszcze dwa zdjęcia, na pierwszym widac postępującą budowę na bliźniaczym Allure of the Seas.

Po kwadransie wiosłowania w kierunku Naantali dopłynęliśmy do rafineri Neste, która w taką pogodę sprawiała dosyc ponure wrażenie:

Następnie mieliśmy dobrą godzinę wiosłowania, w trakcie której z 10 razy musieliśmy robic zwrot o 90 stopni aby przyjąc falę od przepływającej motorówki dziobem - jedna z nich zmoczyla nas troche, z litr wody dostal się do kokpitu, ale skończyło sie na strachu. Po drodze mijaliśmy stocznie remontową, elektrociepłownie, terminal paliwowy, baze promową i klikanaśnie domków letnich (po przeciwnej stronie) aż w końcu dopłynęliśmy do mostu, po którym prowadzi droga na wyspy Rymantylli:

(po lewej stronie widac wieżę letniej rezydencji prezudenckiej Kulta Ranta)

Za mostem było już "z górki", po chwili zza skały wynurzył się kościół w Naantali, a po około 20 minutach wpływaliśmy już do mariny w tym miasteczku:

Na koniec dla zainteresowanych mapka, stworzona w oparciu o mapy topograficzne udostępniane przez zarząd lasów państwowych (www.excursionmap.fi) - jak widac przeplynelismy prawie 9 km.

środa, 08 lipca 2009

1.    Dobre – wracam właśnie z krótkiej przerwy w wakacjach – po dwóch tygodniach w Polsce, weselach Brata i Kuzyna, odwiedzaniu rodziny i znajomych Firma doszła do wniosku, że jednak będę potrzebny na spotkaniu z Klientem

2.    Złe – sam fakt, że musiałem tutaj przyjechac, bo oznacza ponad dwa dni rozłąki z rodziną i wysiadywania na lotniskach, dworcach, w samolotach, pociągach i autobusach. No i stracone niedzielne poprawiny u kuzyna

3.    Dobre – sam fakt, że mnie potrzebowali świadczy nieźle o mojej wartości dla Firmy (acz nie ma też się co zbytnio podniecac)

4.    Złe – spotkanie zaczęło się w poniedziałek o 9 i po jednej godzinie moje tematy się wyczerpały, mógłbym spływac spowrotem do domu jeszcze przed lunchem (jak bym się uparl), albo co najmniej wsiąśc w wieczornego WizzAira

5.    Dobre – czas podróży wykorzystałem i wykorzystam na przeczytanie:

- Sobotnio-niedzielnej Rzeczpospolitej

- Kalejdoskopu – pisemka pokładowego LOTu (fajny artykulik o Nowej Zelandii i wywiad z jakąś historyczką sztuki)

- Książki Lee Iacocci "Gdzie się podziali ci wszyscy przywódcy" (autor jest emerytowanym szefem Forda i prezesem Chrystlera z lat 80-tych, ciekawie pisze o kryzysie przywództwa, problemach amerykańskiej polityki zagranicznej i wewnętrznej, pozycja dosyc aktualna, bo wydana w 2007 r.)

- lutowego numeru Naval Architecta (odrabiam zaległości, które powstały w wyniku niewczytania do RINAowskiej bazy danych mojego nowego adresu, po tym jak przeprowadziliśmy się w styczniu)

6.      Złe - pogoda w Finlandii – jak wyjeżdżałem z Polski to w Trójmieście był upał, w Wawie letnia burza z piorunami przechodziła właśnie nad Okęciem jak wsiadaliśmy do autobusu, który miał nas zawieśc pod samolot, a w Helsinkach 13 stopni, w nocy spadło do 8 stopni, no zupełnie środek lata! Nie ruszałoby mnie to znacznie, gdyby nie to że za tydzień jedziemy na wyczekiwane wakacje do środkowej Finlandii (konkretnie do Północnej Karelii), i to z czteromiesięcznym potomkiem, więc zależy nam trochę na pogodzie. Choc i tak najważniejsze, żeby nie padało, w nosie z temperaturą

7.       Dobre  - odwołali mój lipcowy lay-off, więc mam wakacje a nie przestój, więc za lipiec wpłynie normalna kasa. Poza tym mam konkretną robotę od 20 lipca (gdy wracam z urlopu) tak gdzieś do połowy sierpnia, w tym dokument którego jeszcze nie robiłem – Hydrodynamiczna analiza ruchu (Motion Analysis) na chiński ciężarowiec wpływny. Moja firma przygotowywała już podobny dokument, na chińską barkę ostatniej jesieni i na brazylijskie FPSO w maju, ale robili to nas ludzie z biura w Helsinkach. Wiem o co biega, z czym to sie je itd, nawet byłem jednym ze sprawdzających przy dwóch poprzednich dokumentach ale jeszcze nie robiłem tego samodzielnie

8.      Złe – nie widziałem fantastycznego pięciosetowca w finale Wimbledonu, którym Federer (wygrywając coś koło 17-15 w piątym secie) pobił rekord mojego teniowego idola, Peta Samprasa zdobywając 15sty tytuł wielkoszlemowy

9.     Dobre – rozmawialiśmy ostatnio z Finżynierową nt. podróżowania z Potomkinią. Wygląda, że przekonała się już do tego, że jak dobrze zaplanujesz (no i trochę zapłacisz, bo na kempingi to raczej nie ma co liczyc) to jesteś w stanie zwiedzic z rocznym dzieckiem całkiem fajny kawałek Europy. Na razie plan zakłada na pewno weekend majowy w Hamburgu (kolejne urodziny portu, nocleg u znajomych w pobliskiej Bremie), prawdopodobnie marcowy tydzień we Włoszech (z naciskiem na Capri), chyba że odwiedzimy znajomych w Dubaju. A w wakacje – może Nordkap, może Portugalia, może Meksyk. Poza tym myślimy w weekendzie w Budapeszcie, Berlinie, Pradze lub Kopenhadze, może znów wyskoczymy na 1 dzień do Sztokholmu, bardzo polubiliśmy to miasto. Wygląda dobrze, prawda? 

 
1 , 2 , 3