Życie codzienne i projektowanie statków w Finlandii
Jestes gosciem numer:
poniedziałek, 08 grudnia 2008

Wczoraj wyskoczyliśmy na kilka godzin do Helsinek (ok. 180km od Turku), głównie aby spotkać się z Moniką, dobrą znajomą z harcerstwa, która była na spotkaniu organizacji skautowych w stolicy Finlandii - więc czemu by nie skorzystać, pewnie i tak w czasie świątecznej wizyty w kraju nie znajdziemy czasu na spotkanie z nią. Przy okazji chcieliśmy sprawdzić czy otwarty został środkowy odcinek autostrady nr 1 (E18). Dotychczas bowiem (tzn. co najmniej od naszego przyjazdu do Finlandii we wrześniu 2006) wyglądało to tak, że jadąc od Helsinek najpierw jest z 50km autostrady, potem ok. 70 km normalną szosą (z kilkoma rozszerzeniami do 2 pasów przy ostrzejszych podjazdach), a ostatnie 60 km (lub więcej, jeśli jedzie się, jak my, w kierunku Naantali obwodnicą Turku) to znów autostrada. Budowa środkowego odcinka trwa podobno od dobrych kilku lat i całość miała zostać oddana w listopadzie tego roku. I już cieszyliśmy się, że tak się stało, bo koło Muurli (znanej z huty szkła produkującej Aalto-podobne wazony) nie byliśmy zmuszeni zjechać z autostrady, a pomkneliśmy dalej, przez 2. i 3. tunel na tej trasie i dalej świerzutką drogą, ale po ok. 23km miny nam zrzedły, po musieliśmy z niej zjechać i pozostałe 37km pojechać starą drogą.

 Ale nie o tym miało być - naszym głównym spostrzeżeniem było sporo samochodów leżących w przydrożnych rowach. Rzuciło nam się to w oczy w czasie tej podróży, ale jak pogrzebaliśmy w pamięci to też w najbliższej okolicy naszego domu widać ich sporo, np. na przystanku autobusowym przy fabryce Raisio Foods, na mojej codziennej drodze do pracy, od ponad tygodnia stoi (trochę na przydrożnym trawniku, trochę na przystanku autobusowym!) stuknięty Volvo 240 kombi. Nie wiem z czego to wynika - z braku obowiązku uprzątnięcia wraku, słabego egzekwowania tego obowiązku, braku złomiarzy, sporej opłaty za złomowanie samochodu?  Dziwi mnie to tym bardziej, że bywają wraki stojące tak słabo na poboczu, że zagrażające innym użytkownikom drogi a Finlandia, co by nie mówić, to kraj ludzi raczej przestrzegających prawa (acz bez przesady, jak uczy bliższe poznanie).

 Jutro o innej atrakcji mijającego weekednu - fińskim Dniu Niepodległości i dwóch imprezach, na któych go świętowaliśmy.

Wpadłem dzisiaj - zupełnie przez przypadek, bo za pośrednictwem youtuba - na jedną z podstron Massachusetts Institute of Technology - Open MIT Courseware. To całkiem darmowy i bezrejestracyjny dostęp do materiałów wykładowych najlepszego amerykańskiego uniwersytetu technicznego. Oczywiście nigdy nie zastąpi to prawdziwego studiowania, jak zresztą zapewniają władze uczelni na filmiku poniżej:

 

 

To już kolejny, po np. Monthy Pythonie, krok w kierunku darmowego (i legalnego) dostępu do inaczej całkiem  drogich materiałów. A propos MIT - MIT Engineer's Drinking song - filmik to jedynie slideshow, tekst różnych zwrotek (niektórych z filmiku nie ma, jest za to jest wiele dodatkowych) można znaleźć tutaj.

 

 

Komu się nie chce wsłuchiwać i klikać refren i jedna z najciekawszych zwrotki poniżej

We are, we are, we are, we are, we are the Engineers
We can, we can, we can, we can, demolish forty beers
Drink rum, drink rum, drink rum all day, and come along with us
'Cause we don't give a damn for any old man who don't give a damn for us

A maiden and an Engineer were sitting in the park
The Engineer was working on some research after dark
His scientific method was a marvel to observe
While his right hand held the figures, his left hand traced the curves

 

 

czwartek, 04 grudnia 2008

W ramach inauguracji kategorii statki i pierwszych zabaw z grafiką wrzucam dwa statki (a właściwie półtora):

foto: Mats Rosengren

DYNAMIC PRODCUER, ex RANGHILD KNUTSEN, czyli zbiornikowiec, którego przebudowa na pływającą rafinerię (FPSO - Floating Production Storage Offloading, czyli pływający magazyn-przetwórnia z możliwością rozładunku) właśnie rozpoczęła się w stoczni Sembawang w Singapurze. To nad tym projektem spędziłem większośc ostatniego roku. Więcej detali może kiedy indziej.

Oasis of the Seas

foto: Finzynier

OASIS OF THE SEAS w budowie, moje najpopularniejsze zdjęcie na portalu www.shipspotting.com , ponad tysiąc odsłon. Zrobione 15 kwietnia, od tego czasu statek urósł znacznie, został nawet kilka tygodni temu zwodowowany (wyprowadzony z doku). Po ukończeniu go pod koniec przyszłego roku bedzie największym statkiem pasażerskim świata. Buduje go stocznia STX Europe Turku (do niedawna Aker Yards Turku), 3 kilometry od mojej pracy.

Tyle na razie

08:30, finzynier , statki
Link Dodaj komentarz »
środa, 03 grudnia 2008

Mimo, że zimy nie ma (patrz pierwszy wpis) chcę podzielić się kilkoma spostrzerzeniami o różnicach (głównie natury organizacyjnej) w podejściu do zimy w Polsce i Finlandii.

 

Po pierwsze trzeba pamiętać, że tu gdzie mieszkamy (miasteczko Raisio koło Turku) to najbardziej na południowy-zachód wysunięta części stałego fińskiego lądu. Dlatego zima jest tu stosunkowo najłagodniejsza, a zimowe noce najkrótsze. Ale i tak widać różnice w długości dnia w porównaniu z północną Polską, skąd pochodzę. W okolicach Bożego Narodzenia (a właściwie przesilenia zimowego zaraz przed nim) dochodzi to do 1-1,5h zarówno nad ranem jak i popołudniu, czyli dzień może być i z 3h krótszy – przynajmniej tak wynika z pobieżnych obserwacji, nie sprawdzałem w kalendarzu astronomicznym. Nie jest tragicznie, a wszystko i tak kompensują jasne noce pod koniec czerwca, o nich kiedy indziej. Jednak nawet te 3h zdają się wpływać na lokalsów dosyć mocno, są w zimę znacznie bardziej apatyczni i ospali niż przeciętny Polak o tej porze roku (nie mówiąc o gadatliwości i „towarzyskości”, której poziom niezależnie od pory roku można określić jako kilka rzędów wielkości poniżej średniej europejskiej – wszelkie stereotypy milczącego Fina są prawdziwe). Widziałem u nas w biurze kilka osób korzystających ze specjalnych lamp doświetlających postawionych nad biurkiem, które wpływają pozytywnie na samopoczucie poprzez/i (nie wiem) produkcję witaminy D. Podobno są na tyle skuteczne, że producenci stanowczo odradzają używanie po 18, bo można mieć poważne problemy z zaśnięciem. W zimowe wieczory (w ostatnich latach coraz częściej bezśnieżne) Finowie przesiadują w domach, czasem knajpach, ale głównie to w centrach handlowych - otwartych nawet w niedzielę, co zdarza się tylko w okolicach Świąt i w szczycie letniego sezonu, tj. na przełomie czerwca i lipca. Choć trzeba przyznać, że liczba biegających i spacerujących z kijkami Finów nie maleje, w zimę to jedni użytkownicy chodników poza centrami miast (w lato dochodzą rowerzyści i smigająca na motorynkach młodzież).

 

Oddzielnie chcę wspomnieć o odblaskach, bardzo popularnych wśród Finów (zwanych przez niektórych mieszkających tu Polaków złośliwie Fińczykami, choć to na bakier z gramatyką). Można je w sezonie kupić prawie wszędzie, i 90% osób poruszających się po chodnikach je ma, nawet dystyngowanym paniom dynda, zwykle podpięty pod kieszenią lub dopięty do torebki, odblask. Sporo biegaczy i prawie wszyscy zimowi rowerzyści je używają, wszystkie tornistry są w nie obowiązkowo wyposażone, większość dziecięcych i młodzieżowych kurtek ma wszyte odblaskowe paski w szwy czy po prostu naszyte fabrycznie aplikacje. Widziałem też odblaski przyczepiane do psich smyczy, dziecięcych wózków czy nosidełek. Generalnie bardzo mi się to podoba i sam noszę jeden odblask podczepiony do kurtki, rodzinie w kraju regularnie przywozimy takie w okolicach świąt, i generalnie jesteśmy za przeniesiem tego zwyczaju do Polski.

 

Wkrótce ciąg dalszy, o odśnieżaniu, oponach, lodzie i temperaturze.

wtorek, 02 grudnia 2008

Rozmyślania nad odpowiednim wstępem do mojego bloga zajmują mi juz 9 miesięcy, więc olewam wstęp i zaczynam z marszu. 

Nazywam się Finżynier, mieszkam obecnie w Finlandii i jestem inżynierem. W pracy projektuję statki i inne pływające dziwadła, w wolnym czasie zwiedzam okolice, sporo czytam, choć ostatnio głównie zawodowo. (no i nie po polskiemu).  Od jakiegoś czasu zaczytuję się w przeróżnych blogach, niektórych gorszych, niektórych lepszych – co ciekawsze mają swoje odnośniki w lewej kolumnie. Więc i mi przyszła chęć popisać się od czasu do czasu erudycją, podzielić wrażeniami z pracy czy z odwiedzanych miejsc. Mam nadzieję, że będzie się to Szanownym Czytelnikom (dalej określanym jako SzCz) podobać choć trochę.

Stan na dzisiaj: pogoda do chrzanu, zima była w zeszłym tygodniu i się zmyła, w pracy chwilowo luzy, ostatnimi czasy pisze oferty, aby pomóc szefowi zdobyć jakieś zamówienie i mieć nad czym pracować. Ostatnio np. pisaliśmy ofertę skierowaną do greckiej firmy zajmującej się różnymi usługami budowlano-inżynieryjnymi. Firma ta zdobyła zlecenie na jakieś prace hydrotechniczne przy budowie portu w Omanie, wiec kupiła od singapurskiej firmy zbudowaną niedawno w Chinach barkę, klasyfikowana przez niemiecka firmę (GL). Do tego dokupiła gdzieś stary żuraw (czyli dźwig, bo dźwig to winda, bo z kolei na windę np kotwiczną powinno się mówić wciągarka, przynajmniej na statkach:-) i chce wynająć jakąś firmę (a my staramy się, aby była to nasza, fińska firma) aby zaprojektowała im połączenie tych dwóch elementów w jedną, bezpiecznie pływającą całość. Zawsze mnie fascynowała ta międzynarodowość w mojej branży, bo poza pewnymi problemami z komunikacją (rożnie to bywa ze znajomością angielskiego), koordynacją czasową (Brazylia jest z 6h do tylu, a Singapur z 4h do przodu, z Finlandii to nawet Glasgow jest 2h do tylu), kulturą biznesową i słownością,  daje szerokie możliwości podróżowania – a i tak tacy statecznościowcy jak Finzynier maja gorzej niż rurarze czy kadłubowcy – jednak częściej zdarza się inspekcja statku niż próba przechyłów. Wspomniałem o Brazylii bo ostatni rok spędziłem nad projektem dla Brazylijczyków, a dzisiaj pisałem ofertę dla innych, większych Brazylijczyków. 

 Obiecuję, że coś więcej dopiszę wkrótce, piszcie tylko w komentarzach, czy wolicie bardziej o statkach i pracy, czy o Finlandii i Finach. (mam nadzieję, że ktoś to w ogóle przeczyta poza najbliższą rodziną J)

19:43, finzynier , portret
Link Komentarze (9) »
1 , 2 , 3 , 4