Życie codzienne i projektowanie statków w Finlandii
Jestes gosciem numer:

podróże

wtorek, 28 lipca 2009

... czyli, w ramach odrabiania zaległości, o drugiej wyprawie wioślarskiej tego sezonu.

Działo się to w pochmurną sobotę, 13 czerwca. Ruszyliśmy z mariny w Raisio, która leży dokładnie naprzeciw stoczni STX Europe, gdzie powstają największe statki pasażerskie (a właściwie wycieczkowe, cruise ships). Podwiosłowaliśmy więc najpierw pod sam kadłub, na dwóch poniższych zdjęciach widac nas (na pierwszym tylko w postaci kropki) przy dziobie Oasis of the Seas.

Gdy już minęliśmy ten ogromny kadłub zrobiliśmy jeszcze dwa zdjęcia, na pierwszym widac postępującą budowę na bliźniaczym Allure of the Seas.

Po kwadransie wiosłowania w kierunku Naantali dopłynęliśmy do rafineri Neste, która w taką pogodę sprawiała dosyc ponure wrażenie:

Następnie mieliśmy dobrą godzinę wiosłowania, w trakcie której z 10 razy musieliśmy robic zwrot o 90 stopni aby przyjąc falę od przepływającej motorówki dziobem - jedna z nich zmoczyla nas troche, z litr wody dostal się do kokpitu, ale skończyło sie na strachu. Po drodze mijaliśmy stocznie remontową, elektrociepłownie, terminal paliwowy, baze promową i klikanaśnie domków letnich (po przeciwnej stronie) aż w końcu dopłynęliśmy do mostu, po którym prowadzi droga na wyspy Rymantylli:

(po lewej stronie widac wieżę letniej rezydencji prezudenckiej Kulta Ranta)

Za mostem było już "z górki", po chwili zza skały wynurzył się kościół w Naantali, a po około 20 minutach wpływaliśmy już do mariny w tym miasteczku:

Na koniec dla zainteresowanych mapka, stworzona w oparciu o mapy topograficzne udostępniane przez zarząd lasów państwowych (www.excursionmap.fi) - jak widac przeplynelismy prawie 9 km.

wtorek, 09 czerwca 2009

Dziś krótka fotorelacja z pierwszej tegorocznej wyprawy na naszym canoe.

Mimo, że od środy do piątku padało to w sobotę, zgodnie z prognozą się przejaśniło i nie miałem problemu, aby wyciągnąć Łukasza i jego brazylijskiego kolegę, Marcosa na małe wiosłowanie. Pierwsze w tym sezonie, a jak się później okazało, dla moich współzałogantów - pierwsze w życiu. Na inaugurację wybrałem trasę po Aurze, rzece przepływającej przez centrum Turku.

Najpierw przywieźliśmy nasze pływadło z zimowego garażu:

 

Postanowiłem, że zaczniemy najdalej od ujścia jak się da, czyli zaraz poniżej wodospadu/zapory w dzielnicy Halinen.

Potem zsunęliśmy je z nadrzecznej skarpy po specjalnych szynach:

a po chwili już byliśmy na wodzie:

Jeszcze przed pierwszym zakrętem minęliśmy bliżej nieokreśloną instalację artystyczną:

Po 3 kilometrach dopłynęliśmy do mostu po którym autostrada z Helsinek wjeżdża do centrum miasta (jak widać mimo, że to właścicwie centrum miasta, to brzego rzeki mocno zarośniętę):

Po minięciu lewą burtą dzielnicy akademickiej dopłynęliśmy do katedry:

a po kolejnych dwóch mostach minęliśmy stary ratusz wraz z dywanem kwiatowym, który nie pozostawia wątpliwości przez jakie miasto przepływamy:

Potem jeszcze dwa mosty, jeden promik (FORI, pływający w tą i spowrotem, trochę się nakombinowaliśmy, aby go minąć), motorówka, która zmusiła nas do ostrego zwrotu aby przyjąć stworzoną przez nią falę dziobem, muzeum morskie, zamek, ujście rzeki do morza, terminal promowy, stacja straży przybrzeżnej i tak po prawie 7km i 2h wiosłowania dobiliśmy do pierwszej przystani na wyspie Ruissalo.

Jak na pierwszą dłuższą wyprawę to jestem bardzo zadowolony: canoe spisuje się bez zarzutów, tak samo wiosła, moje ramiona też spisały się dobrze. Jak pogoda dopisze to w następną sobotę wyprawa z mariny w Raisio do Naantali.

czwartek, 05 lutego 2009

Jako wstęp do zakładki "podróże" na moim blogu mały dokumencik z krajowych podróży.

 


 

Pochodzi z trzeciej kolejnej wyprawy sylwestrowej, z której mieliśmy wrócić 2 stycznia nad ranem (niektrórzy szli już drugiego do pracy). Późnym wieczorem poprzedniego dnia wyjechaliśmy z Katowic, ale nad ranem zamiast w Trójmieście obudziliśmy się gdzieś pod Częstochową, bo przez zasypane śniegiem tory nie mogliśmy jechać dalej. Staliśmy tam prawie do południa, oczywiście nikt się nami nie interesował, kolega nawet zadzwonił do radia poskarżyć się, że zimno, głodno i nic nie wiadomo. I nawet puśclili go na antenie Trójki! Jak widać z dokumentu (wyciągniętego z odchłani PKPowej biurokracji przez dzielnego Wiesia aby koledze-nauczycielowi usprawiedliwić nieobecnośc w pracy) dojechaliśmy do domów wieczorem.

W kolejnych odcinkach będzie Skandynawia, Holandia, trochę Rumunii i Portugali, Pribaltica, Grenlandia i kilka innych miejsc, oczywiście nie koniecznie w tej kolejności