Życie codzienne i projektowanie statków w Finlandii
Jestes gosciem numer:

Finlandia

wtorek, 31 sierpnia 2010

Pod koniec lipca byliśmy na przedłużonym weekendzie na Wyspach Alandzkich. Mimo, że wyspy leżą dosyć blisko nigdy nie zebraliśmy się ich odwiedzić (nie licząc nocnych postojów przy okazji rejsów do Sztokholmu).

O samych Alandach nie będę pisał, wiedza encyklopedyczna jest tutaj i tutaj, a informacja turystyczna tutaj. Finżynierowy fotoreportarz poniżej:

Ruszyliśmy w sobotę rano promem GALAXY operatora Tallink Silja. Nasza córka bacznie przyglądała się mijanym wyspom turuńskiego archipelagu:

 

Przy wejściu do Marienhamn spotkanie dużej foczki (Silja to po fińsku foka) z małym wikingiem. Tym większym wracaliśmy w poniedziałek.

Sama stolica tego autonomicznego regionu niezbyt imponująca, z ciekawych rzeczy jedynie świenie zachowany i opisany w trzech językach żaglowiec POMMERN (czyli Pomorze). Spędziłem na pokładzie prawie godzinę a i tak przez ładownie musiałem już jedynie przejść szybkim krokiem bez zatrzymywanie się przy ekspozycjach.

 

Jedna z ciekawostek z wizyty na żaglowcu to mapa Europy wisząca w ładowni, na oko z lat 40-50 XX w, gdzie Ziemie Zachodnie (zwane też Odzyskanymi) są niby w granicach Polski, ale pokolorowane są jak reszta Niemiec ...

 

 

Nocowaliśmy na Presto Camping na wysepce Presto, we wschodniej części archipelagu, ale w niedzielę pojechaliśmy do Eckero na zachodzie. Jedyna istotna budowla w tym miasteczku to budynek poczty (w XIX najbardziej na zachód wysunięta poczta Cesarstwa Rosyjskiego). W głównym budynku wystawa mini-rzeźb fajnie oddająca indywidualizm i samotność nordyckich narodów:

 

Samo muzeum poczty to śmiechu warty pokoik, zupełnie nie wart polecenia. Dlatego też po wysłaniu kartki do rodziny (z dosyć unikalnym , bo alandzkim znaczkiem) wsiedliśmy do auta i pojechaliśmy na północny kraniec, do wsi Geta. Spod restauracji na Getabergen ruszyliśmy na szlak w kierunku jaskiń. Najpierw mieliśmy trochę widoków

 

 

przez które zboczyliśmy z trasy i musieliśmy żwawo pomaszerować:

 

 

aby dotrzeć do jaskiń. Same "jamy" niezbyt duże i oczywiście zupełnie nieporównywalne do tego co widzieliśmy miesiąc wcześniej w Tatrach, ale też ciekawe.

 

 

Nie zabrakło też miejsc całkiem górskich i wymagających przeciskania się między skałami

 

 

Jeszcze tego samego dnia wybraliśmy się na zwiedzanie twierdzy Bomarsund, zbudowanej przez Rosjan a zniszczonej przez Anglików i Francuzów  w czasie bałtyckiego epizodu wojny krymskiej. Zaraz przed zachodem słońca dotarliśmy do jednej z wysunętych baterii, która zrobiła na nas wrażenie:

 

 

W poniedziałek rano zwiedziliśmy jeszcze zamek Kastelholm, a właściwie jego ruiny:

 

A wczesnym popołudniem wsiedliśmy na prom SILJA EUROPA i blisko podążając za GALAXY (któm przypłynęliśmy w sobotę) pożegnaliśmy Alandy i popłyneliśmy na wschód - do Turku dotarliśmy ok. 18.

 

 

W sumie wyprawa bardzo udana, i to mimo niezbyt pomyślnej pogody. Region do polecenia każdemu lubiącemu surowe, nordyckie klimaty.

środa, 07 lipca 2010

..  a ja zaniedbuję mój internetowy dzienik strasznie. Więc (od którego nie powinno się zaczynac zdania) znów mały update, znów w punktach, znów wielka mieszanka służbowo-prywatna:

- od lutego (czyli ostatniego wpisu) w firmie spory ruch, rozkręcił się projekt standardowego promu, który prowadzę. Wstępny plan mówił o zakończeniu do końca maja, ale w związku ze zmianami uzgodnionymi z naszymi partnerami na tym projekcie, sprawa przeciągnie się do początku sierpnia. Oficjalne ogłoszenie projektu (bo to nie zwykły projekt dla klienta a bardziej skomplikowane narzędzie marketingowe) na początku października na konferencji INTERFERRY w NY.

- na początku maja skończyliśmy pierwszy raport nt. wytrzymałości wzdłużnej masowca-jeziorowca w czasie podróży oceanicznej, trwa dyskusja o wynikach, prawdopodobnie spory update będzie potrzebny

- pomagam też trochę we wstępnym projekcie bardzo nowatorskiego ciężarowca wpływnego, ale to na razie projekt top secret, więc sza !

- w firmie reorganizacja, nasz dział zmniejszono (kadłubowcy i siłowniarze z Concept Developmenet przeszli do działów Engineering, szerzyc umiejętnośc wstępnego projektowania) i przeniesiono do głównego budynku, teraz zamiast klimatyzowanego pokoju z oknem mam małego kubika w openspace, z marną wentylacja i świetlikiem w suficie - postęp jak cholera

- wciąż rosnie polska filia firmy, co jakis czas zatrudniają nowe osoby, w Polsce ma byc wykonana większośc dokumntacji na norweski prom (którego kadłub zbuduje St. Gdańska, więc pewnie nadzór też przypadnie polskiej filii) - projekt techniczny kadłuba już na ukończeniu

- kilka ciekawych małych projektow offshore  zahaczyłem w między-czasie, m.in ulotka nt FPSO z dziobem X-bow, zaprezentowana na OTC w Houston na początku maja oraz jakieś oferty  na australijskie projekty gazowe

- pod koniec maja byłem w Londynie na konferencji nt. DP, spotkałem kilka ciekawych osób, choc konferencja mocno operacyjno-zeglugowa, a nie projektowo-techniczna. Znalazłem czas, aby wyskoczyc do Natural History Museum i na wieczorne spacery wzdłuż Tamizy i do Hyde Parku

- generalnie maj upłynął pod znakiem wypadów do Helsinek, byłem 3x w sprawach uczelnianych, raz w sprawie książki na 20-lecie firmy i raz (na dwa dni) na spotkaniu z partnerami projektu standardowego promu

- za to czerwiec to wakacje w kraju. Najwygodniejsza opcja transportowa okazała się też najtańsza - Panie poleciały Wizzem a ja z autem popłynąłem promem. Nie obyło się bez przygód - w związku ze zderzeniem z ptakiem samolot  do Gdańska zamiast w poniedziałek zawiózł Panie do Polski dopiero w środę. W Trójmieście najpierw impreza na 5. rocznicę naszego ślubu, potem przeskok przez Polske do Zakopca (Kościeliska konkretnie). Tam głównie mgła i deszcz - mimo to wdrapałem się na Rysy ale spod Zawratu musieliśmy zawrócic (zbyt dużo śniego od strony Hali Gąsienicowej a my bez raków czy czekana). Całkiem przyzwoicie wyszło za to testowanie układu "dziś my w gory a wy z dziecmi po dolinach, jutro zamiana" z rodziną żoninego brata (szwagra?)

- w ostatnią sobotę przebiegłem półmaraton przy okazji Paavo Nurmi marathon, wykręciłem całkiem dobry czas (poniżej 2h) jak na oczekiwania. I to mimo wybitnie nie-fińskiej pogody (żarówa i 30st)

- lipiec spędzamy na miejscu, mam nadzieję, że uda się powiosłowac trochę na canoe

- seria grenlandzka będzie kontynuowana, najlepsze zdjęcia jeszcze się pojawią

- po ponadrocznych podchodach w końcu sprawiłem sobie pierwszy w  źyciu zegarek automatyczny, Tissot Le Locle (rocznica ślubu to dobry pretekst)

Tyle na dziś, nic nie obiecuję w sprawie regularności wpisów, zobaczymy jak wyjdzie ....

piątek, 15 stycznia 2010

Szwedzi zniosą parytety (punkty za płec) na uczelniach wyzszych, bo to niekorzystne dla kobiet - wynika z tego doniesienia. Ciekawe, że wspomina się o kierunkach sfeminizowanych a nie o tych zmaskulinizowanych (?) jak np. inzynierskich czy informatycznych juz nie / przeciez tam pewnie tez wielu facetów nie dostało się na rzecz dziewczyn z gorszymi wynikami. Żeby nie było nieporozzumienia - jestem przeciw parytetom, tak samo jak przeciw dyskryminacji. Tylko drażni mnie takie przedstawienie sytuacji.  A z pokrenej beczki - widział ktoś kiedyś meżczyznę-nauczyciela w przedszkolu ? (nie piszę o przedszkolaku czy przedszkolance, bo znam jedną nauczycielkę z przedszkola, która się strasznie na takie określenie wkurza, poniekąd słusznie, bo jest mgrem pedagogiki)

W końcu się zebrałem i kupiłem sobie narty. Biegowe oczywiście, bo zjeżdżac to w Finlandii specjalnie nie ma gdzie (poza Laponią). Już nawet wypróbowałem je w pobliskim parku i było świetnie - to nic, że leżałem już z 8 razy, ale jeszcze kilka dni i będę mógł powiedziec, że umiem jeździc.

piątek, 08 stycznia 2010

Wiele sie działo od ostatniego wpisu więc jedynie w duzym skrócie:

   - w pracy zastój, poza dwutygodniowym projekcikiem (ale za to moim pierwszym samodzielnym:-) w listopadzie dłubię w Fortranie symulacje DP na ewentualne przyszłe projekty i troche pomagam w przygotowywaniu ofert (w ostatnim czasie złozyliśmy 6 ofert związanych z jednostkami typu FPSO)

   - podróż do Kraju nie obyła się bez przeszkód - 18. grudnia zamiast wyleciec o 18.55 wsiedliśmy do samolotu o 01.15 dnia następnego, cały ten czas spędzając w baraku zwanym Terminalem 2 w Turku. Nie wchodząc w szczegóły - daliśmy radę. Lot powrotny miał tylko 45min opóźnienia. I mimo, że w sobotę było w Turku -27 stopni, w niedzielę wieczór jedynie ok. -8 więc (po 20 min odsnieżania) samochód odpalił bez problemu

   - jeśli już o temperaturze - od ponad tygodnia jest całkiem zimno i leży mnóstwo śniegu. Dziś na przykład jest -16, ale po weekendzie ma byc cieplej. Najwyższy czas, bo przy mrozie poniżej -10 małe dzieci nie powinny wychodzic na dwór, więc Moje Panie kwitną od kilku dni w domu i już lekko wariują:-)

  - popycham powoli moje studia, w Gdańsku spotkałem się z profesorem-emeritusem, ekspertem stateczności, który zasugerował kilka możliwych kierunków badań. Do przedyskutowania z promotorem jeszzce w tym miesiącu.

  - mimo świąteczno-rodzinnego zabiegania (co najmniej dwie wyjazdowe wizyty w ciągu dnia, plus 4 spotkania z dentystą i kilka wieczornych spotkań) udało mi się też spotkac z kumplem z poprzedniej pracy, gdzie sytuacja wygląda coraz gorzej - roboty brak, przyszłośc niepewna a bezczelnośc Młodych Kreślarzy (zwanych też Specjalistami od Bardzo Spomplikowanego Programu Modelującego) dobijająca...

  - gdyby stopień zabiegania był mierzony ilością posiadanych kalendarzy to nie miałbym czasu na wizyty w toalecie. W mieszkaniu wiszą trzy (jeden ze statkami współczesnymi z Ships Monthly, drugi z żaglowcami od Teściowej, trzeci z antycznymi mapami od Brata) a w pracy będę miał 4 (jeden plakat-kalendarz z RINA do zasłonięcia okienka na korytarz, jeden z DNV do wiszenia przed oczami, jeden książkowy z Bratinej firmy do zapisywania Ważnych Rzeczy i jeden od Klienta, chyba do podarowania komuś, bo nie mam gdzie powiesic)

  - w międzyczasie minął też rok prowadzenia bloga - dzięki wszystkim czytaczom za te ponad 7000 odwiedzin

   - nie wie ktoś jak się można zaczepic na kilkumiesięczny pobyt na jednej ze stacji badawczych na Spitsbergenie, czytałem ostatnio jakiś wywiad na gazeta.pl wróciła polarna chrapka ...

Tyle na dziś

środa, 08 lipca 2009

1.    Dobre – wracam właśnie z krótkiej przerwy w wakacjach – po dwóch tygodniach w Polsce, weselach Brata i Kuzyna, odwiedzaniu rodziny i znajomych Firma doszła do wniosku, że jednak będę potrzebny na spotkaniu z Klientem

2.    Złe – sam fakt, że musiałem tutaj przyjechac, bo oznacza ponad dwa dni rozłąki z rodziną i wysiadywania na lotniskach, dworcach, w samolotach, pociągach i autobusach. No i stracone niedzielne poprawiny u kuzyna

3.    Dobre – sam fakt, że mnie potrzebowali świadczy nieźle o mojej wartości dla Firmy (acz nie ma też się co zbytnio podniecac)

4.    Złe – spotkanie zaczęło się w poniedziałek o 9 i po jednej godzinie moje tematy się wyczerpały, mógłbym spływac spowrotem do domu jeszcze przed lunchem (jak bym się uparl), albo co najmniej wsiąśc w wieczornego WizzAira

5.    Dobre – czas podróży wykorzystałem i wykorzystam na przeczytanie:

- Sobotnio-niedzielnej Rzeczpospolitej

- Kalejdoskopu – pisemka pokładowego LOTu (fajny artykulik o Nowej Zelandii i wywiad z jakąś historyczką sztuki)

- Książki Lee Iacocci "Gdzie się podziali ci wszyscy przywódcy" (autor jest emerytowanym szefem Forda i prezesem Chrystlera z lat 80-tych, ciekawie pisze o kryzysie przywództwa, problemach amerykańskiej polityki zagranicznej i wewnętrznej, pozycja dosyc aktualna, bo wydana w 2007 r.)

- lutowego numeru Naval Architecta (odrabiam zaległości, które powstały w wyniku niewczytania do RINAowskiej bazy danych mojego nowego adresu, po tym jak przeprowadziliśmy się w styczniu)

6.      Złe - pogoda w Finlandii – jak wyjeżdżałem z Polski to w Trójmieście był upał, w Wawie letnia burza z piorunami przechodziła właśnie nad Okęciem jak wsiadaliśmy do autobusu, który miał nas zawieśc pod samolot, a w Helsinkach 13 stopni, w nocy spadło do 8 stopni, no zupełnie środek lata! Nie ruszałoby mnie to znacznie, gdyby nie to że za tydzień jedziemy na wyczekiwane wakacje do środkowej Finlandii (konkretnie do Północnej Karelii), i to z czteromiesięcznym potomkiem, więc zależy nam trochę na pogodzie. Choc i tak najważniejsze, żeby nie padało, w nosie z temperaturą

7.       Dobre  - odwołali mój lipcowy lay-off, więc mam wakacje a nie przestój, więc za lipiec wpłynie normalna kasa. Poza tym mam konkretną robotę od 20 lipca (gdy wracam z urlopu) tak gdzieś do połowy sierpnia, w tym dokument którego jeszcze nie robiłem – Hydrodynamiczna analiza ruchu (Motion Analysis) na chiński ciężarowiec wpływny. Moja firma przygotowywała już podobny dokument, na chińską barkę ostatniej jesieni i na brazylijskie FPSO w maju, ale robili to nas ludzie z biura w Helsinkach. Wiem o co biega, z czym to sie je itd, nawet byłem jednym ze sprawdzających przy dwóch poprzednich dokumentach ale jeszcze nie robiłem tego samodzielnie

8.      Złe – nie widziałem fantastycznego pięciosetowca w finale Wimbledonu, którym Federer (wygrywając coś koło 17-15 w piątym secie) pobił rekord mojego teniowego idola, Peta Samprasa zdobywając 15sty tytuł wielkoszlemowy

9.     Dobre – rozmawialiśmy ostatnio z Finżynierową nt. podróżowania z Potomkinią. Wygląda, że przekonała się już do tego, że jak dobrze zaplanujesz (no i trochę zapłacisz, bo na kempingi to raczej nie ma co liczyc) to jesteś w stanie zwiedzic z rocznym dzieckiem całkiem fajny kawałek Europy. Na razie plan zakłada na pewno weekend majowy w Hamburgu (kolejne urodziny portu, nocleg u znajomych w pobliskiej Bremie), prawdopodobnie marcowy tydzień we Włoszech (z naciskiem na Capri), chyba że odwiedzimy znajomych w Dubaju. A w wakacje – może Nordkap, może Portugalia, może Meksyk. Poza tym myślimy w weekendzie w Budapeszcie, Berlinie, Pradze lub Kopenhadze, może znów wyskoczymy na 1 dzień do Sztokholmu, bardzo polubiliśmy to miasto. Wygląda dobrze, prawda? 

niedziela, 15 lutego 2009

... na podstawie internetowego wydania (angielskiego) Helsingin Sanomat

 Serwerownia w miejscu fabryki papieru - Google kupi za 40 mln EUR zamkniętą niedawno fabrykę koncernu Stora Enso w Haminie, w płd-wsch.  Finalndii, z przeznaczeniem na centrum danych/serwerownie. Podobno decydującym czynnikiem był fakt, że w pobliżu powstaje elektrownia wiatrowa, od której Google chce kupowac prąd, zgodnie ze swoją polityką ekologiczną.

Nokia w kryzysie - fabryka w Salo (50km na wschód od Turku) wyśle w tym roku na przymusowy 3-miesięczny urlop 2500 pracowników w związku z ograniczeniem produkcji o 25%. Ponadto zamknięte zostanie centrum badawczo-rozwojowe tej firmy w Jyvaskykli, w centralnej Finlandii. To trzecie zlikwidowane centrum R&D, po niemieckim Bochum i kanadyjskim Vancouver.

Co czwarte ślub z obcokrajowcem - 25% zawieranych w Helsinkach małżeństw to związki, gdzie przyjajmniej jedno z partnerów jest obcokrajowcem. Co ciekawe Finki najczęściej wychodzą za obywateli Europy zachodniej, Finowie za to często wiążą się z kobietami z południowo-wschodniej Azji i Rosji. Dziennik spekuluje, że taka statystyka może wynikac po części z tego, że wiele fińskich par żyje w nieformalnym związku, podczas gdy rodziny zagranicznych partnerów często nalegają na zalegalizowanie związku.

Klawiatura zamiast długopisu - jedna ze szkół w Espoo, na przedmieściach Helsinek, najpierw uczy (już w zerowce) pisania na komputerze, a dopiero potem (w drugiej klasie) pisania ręcznego. Ma to ułatwic dzieciom wyrażanie się na piśmie, co jest bardzo trudne gdy najpierw trzeba się nauczyc ręcznie pisac. Podobno nie ma najmniejszych problemów z późniejszą nauką pisania odręcznego.

A poza tym - byliśmy dziś w parku narodowym Kurjenrahka, pospacerowaliśmy trochę po ośnieżonych mokradłach, nie było może tak ładnie jak na jesieni, kiedy byliśmy tam ostatni raz, ale spacer przyjemny. Polecam, jakby ktoś był w pobliżu.

środa, 10 grudnia 2008

... który przypada 6 grudnia. Kilka spraw warto wspomnieć:

Historia: nowoczesne dzieje Finlandii mozna opisać w kilku zdaniach. Najpierw okolo 1150 roku dotarli tu Szwedzi, z biskupem Henrykiem, obecnym patronem Finlandii, i zostali aż do 1809 roku, kiedy to w zamieszaniu wojen napoleońskich Szwedzi stracili Finlandię na rzecz Rosji. Wielkie Księstwo Fińskie otrzymało znaczną autonomię, Rosjanie przenieśli stolicę do Helsinek i traktowali Finów dosyć łagodnie (w porównianiu z Polakami). Gdy wybuchła rewolucja październikowa Finowie szybko zebrali parlament i 6 grudnia 1917 ogłosili niepodległość, przyklepaną 18 grudnia przez Lenina. Potem była wojna domowa (echa wojny białych z czerwonymi w Rosji Radzieckiej), którą, m.in dzięki interwencji wojsk niemieckich, wygrali biali (dzięki temu Finlandia nie stała się republiką radziecką). Potem była wojna zimowa w latach 1939/40 i wojna kontynuacji między 1941-44 - obie przeciwko Sowietom, ta druga w sojuszu z Hitlerem. Po wojnie Finlandia jako jedyna spłaciła kontrubucje wojenne wobec ZSRR (głównie w statkach) i na cały okres zimnej wojny wpadła w pośrednią zależność od Związku Radzieckiego - nie wstąpiła do NATO ani UE, wszelkie istotne elementy polityki wewnętrznej i zagranicznej musiały być uzgadniane z Moskwą. Do Unii wstąpili w 1994, euro przyjęli w 2002, do NATO nie wstąpili, i chyba szybko nie wstąpią.

Oficjalne obchody:  centralną częścią corocznych obchodów są parada wojskowa i bal prezydencki. Dlatego też wieczorem większość Finów zasiada przed TV i podziwia stroje śmietanki politycznej i towarzystkiej. W tym roku Pani Prezydent Tarja Halonen wyglądała tak:

 

Prezydent to ta po prawej, księżniczka w złotej sukni to posłanka i była minister z Parti Centrum Tanja Karpela, była Miss Finlandii - foto z www.hs.fi

 

Nasze obchody: świętowaliśmy na raty - najpierw w czwartek w szkole do której chodzi MM. Na dalekich peryferiach Turku, w eleganckim pałacyku uczniowie tejże szkoły zorganizowali uroczystą kolację, z przemówieniem radnej, refleksjami historycznymi dyrektora i uroczystym śpiewaniem hymnu.

 


Przy okazji okazało się, że obecna nauczycielka gramatyki MM była keidyś moją nauczycielką (przez te kilka tygodni stoczniowego kursu wczesną wiosną zeszłego roku, gdy próbowałem opanować podstawy tego dzikiego języka.

A we właściwe święto, czyli w sobotę wybraliśmy się do naszych dobrych znajomych - Beaty i Adolfo. Poza nami była jeszcze znajoma Rosjanka Weronika i fińskie małżeństwo Ansi i Andrea, z dziećmi. Ponieważ nasi lokalni goście spóźnili się prawie godzinę mieliśmy czas, aby udekorować stół i okolice:

 

 
Jedzenie było pyszne, a w szczególności przygotowane przez MM zrazy z łosia. Wieczór minął na ciekawych pogaduszkach - no bo i jak miałoby być inaczej, jeśli przy stole siedzeli biolog, filozof, medyk, zootechnik, matematyk, filolog i inżynier, z czterech różnych krajów.

 

poniedziałek, 08 grudnia 2008

Wczoraj wyskoczyliśmy na kilka godzin do Helsinek (ok. 180km od Turku), głównie aby spotkać się z Moniką, dobrą znajomą z harcerstwa, która była na spotkaniu organizacji skautowych w stolicy Finlandii - więc czemu by nie skorzystać, pewnie i tak w czasie świątecznej wizyty w kraju nie znajdziemy czasu na spotkanie z nią. Przy okazji chcieliśmy sprawdzić czy otwarty został środkowy odcinek autostrady nr 1 (E18). Dotychczas bowiem (tzn. co najmniej od naszego przyjazdu do Finlandii we wrześniu 2006) wyglądało to tak, że jadąc od Helsinek najpierw jest z 50km autostrady, potem ok. 70 km normalną szosą (z kilkoma rozszerzeniami do 2 pasów przy ostrzejszych podjazdach), a ostatnie 60 km (lub więcej, jeśli jedzie się, jak my, w kierunku Naantali obwodnicą Turku) to znów autostrada. Budowa środkowego odcinka trwa podobno od dobrych kilku lat i całość miała zostać oddana w listopadzie tego roku. I już cieszyliśmy się, że tak się stało, bo koło Muurli (znanej z huty szkła produkującej Aalto-podobne wazony) nie byliśmy zmuszeni zjechać z autostrady, a pomkneliśmy dalej, przez 2. i 3. tunel na tej trasie i dalej świerzutką drogą, ale po ok. 23km miny nam zrzedły, po musieliśmy z niej zjechać i pozostałe 37km pojechać starą drogą.

 Ale nie o tym miało być - naszym głównym spostrzeżeniem było sporo samochodów leżących w przydrożnych rowach. Rzuciło nam się to w oczy w czasie tej podróży, ale jak pogrzebaliśmy w pamięci to też w najbliższej okolicy naszego domu widać ich sporo, np. na przystanku autobusowym przy fabryce Raisio Foods, na mojej codziennej drodze do pracy, od ponad tygodnia stoi (trochę na przydrożnym trawniku, trochę na przystanku autobusowym!) stuknięty Volvo 240 kombi. Nie wiem z czego to wynika - z braku obowiązku uprzątnięcia wraku, słabego egzekwowania tego obowiązku, braku złomiarzy, sporej opłaty za złomowanie samochodu?  Dziwi mnie to tym bardziej, że bywają wraki stojące tak słabo na poboczu, że zagrażające innym użytkownikom drogi a Finlandia, co by nie mówić, to kraj ludzi raczej przestrzegających prawa (acz bez przesady, jak uczy bliższe poznanie).

 Jutro o innej atrakcji mijającego weekednu - fińskim Dniu Niepodległości i dwóch imprezach, na któych go świętowaliśmy.

środa, 03 grudnia 2008

Mimo, że zimy nie ma (patrz pierwszy wpis) chcę podzielić się kilkoma spostrzerzeniami o różnicach (głównie natury organizacyjnej) w podejściu do zimy w Polsce i Finlandii.

 

Po pierwsze trzeba pamiętać, że tu gdzie mieszkamy (miasteczko Raisio koło Turku) to najbardziej na południowy-zachód wysunięta części stałego fińskiego lądu. Dlatego zima jest tu stosunkowo najłagodniejsza, a zimowe noce najkrótsze. Ale i tak widać różnice w długości dnia w porównaniu z północną Polską, skąd pochodzę. W okolicach Bożego Narodzenia (a właściwie przesilenia zimowego zaraz przed nim) dochodzi to do 1-1,5h zarówno nad ranem jak i popołudniu, czyli dzień może być i z 3h krótszy – przynajmniej tak wynika z pobieżnych obserwacji, nie sprawdzałem w kalendarzu astronomicznym. Nie jest tragicznie, a wszystko i tak kompensują jasne noce pod koniec czerwca, o nich kiedy indziej. Jednak nawet te 3h zdają się wpływać na lokalsów dosyć mocno, są w zimę znacznie bardziej apatyczni i ospali niż przeciętny Polak o tej porze roku (nie mówiąc o gadatliwości i „towarzyskości”, której poziom niezależnie od pory roku można określić jako kilka rzędów wielkości poniżej średniej europejskiej – wszelkie stereotypy milczącego Fina są prawdziwe). Widziałem u nas w biurze kilka osób korzystających ze specjalnych lamp doświetlających postawionych nad biurkiem, które wpływają pozytywnie na samopoczucie poprzez/i (nie wiem) produkcję witaminy D. Podobno są na tyle skuteczne, że producenci stanowczo odradzają używanie po 18, bo można mieć poważne problemy z zaśnięciem. W zimowe wieczory (w ostatnich latach coraz częściej bezśnieżne) Finowie przesiadują w domach, czasem knajpach, ale głównie to w centrach handlowych - otwartych nawet w niedzielę, co zdarza się tylko w okolicach Świąt i w szczycie letniego sezonu, tj. na przełomie czerwca i lipca. Choć trzeba przyznać, że liczba biegających i spacerujących z kijkami Finów nie maleje, w zimę to jedni użytkownicy chodników poza centrami miast (w lato dochodzą rowerzyści i smigająca na motorynkach młodzież).

 

Oddzielnie chcę wspomnieć o odblaskach, bardzo popularnych wśród Finów (zwanych przez niektórych mieszkających tu Polaków złośliwie Fińczykami, choć to na bakier z gramatyką). Można je w sezonie kupić prawie wszędzie, i 90% osób poruszających się po chodnikach je ma, nawet dystyngowanym paniom dynda, zwykle podpięty pod kieszenią lub dopięty do torebki, odblask. Sporo biegaczy i prawie wszyscy zimowi rowerzyści je używają, wszystkie tornistry są w nie obowiązkowo wyposażone, większość dziecięcych i młodzieżowych kurtek ma wszyte odblaskowe paski w szwy czy po prostu naszyte fabrycznie aplikacje. Widziałem też odblaski przyczepiane do psich smyczy, dziecięcych wózków czy nosidełek. Generalnie bardzo mi się to podoba i sam noszę jeden odblask podczepiony do kurtki, rodzinie w kraju regularnie przywozimy takie w okolicach świąt, i generalnie jesteśmy za przeniesiem tego zwyczaju do Polski.

 

Wkrótce ciąg dalszy, o odśnieżaniu, oponach, lodzie i temperaturze.