Życie codzienne i projektowanie statków w Finlandii
Jestes gosciem numer:

w pracy

czwartek, 22 marca 2012

Przedwczoraj byla równonoc, zwana też ekwinokcjum, więc dziś o dwóch okrętowych równonocach z zupełnie innej bajki:

EQUINOX to nazwa nowej serii masowców (statków do przewozu ładunków sypkich) zamówionych w Chinach przez kanadyjskiego armatora. Projekt jest oczywiście nasz. Robiłem juz na tą serię z trzy analizy sprawdzające czy się nie złamie w drodze z Chin do wschodniej Kanady (przez Pacyfik, Panamę, Karaiby i US East Coast do ujścia rzeki św. Wawrzyńca. (St Lawrence Seaway). Teraz liczę czy da się na nim żyć w czasie pacyficznego sztormu (liczę przyspieszenia działające na ludzi/sprzęt gdy statek buja się na fali) i czy fale nie zdemolują sprzętu na pokładzie (green water risk assessment). Fajną reklamowkę nowej serii nakrecił armator (link a tam  Equinox Class i Equinox CLass: a New Era)

EQUINOX to też nazwa firmy armatorskiej specjalizującej się w jednostkach hotelowo-naprawczych dla przemysłu offshore. Niedawno singapurska stocznia Sembawang zdobyła kontrakt na przebudowę 15-letniego promu na taką Accomodation and Repair Vessel dla brazylijskiego potentata Petrobras. Kilka bardziej skomplikowanych analiz projektowych zlecili nam, więc teraz robię coś co nazywa się Gap Analysis, na nasze można to przetlumaczyć jako Analizę Rozbieżności (pomiędzy przepisami a instniejącym projektem). Naprawdopodobniej bedę też robić analizę dynamicznego pozycjonowania (DP capability plots).

Poza tym w planie kolejne wyskoki do Paryza i Houston jako wsparcie dzialu sprzedarzy (ostatnio mocno ... przeorganizowanego) a potem małe wakacje, wypad do Rio na konferencję (gdzie mam prezentację swojej publikacji)  i Wielki Projekt Przeprowadzki (WPP).

14:20, finzynier , w pracy
Link Komentarze (1) »
niedziela, 09 października 2011

Ostatni rok upłynął pod znakiem zmian. Począwszy od zdrowotnych po zawodowe. Na szczęście to, co najważniejsze (czyli rodzina) pozostaje bez zmian – bezpieczne i kochane.

Zmienilo się chociażby moje biuro – z open-space wróciłem do normalnego pokoju, i to z b.fajnym współlokatorem – Markiem, pogodnym Holendrem (i tak jedyni dwaj obcokrajwcy siedzą razem).

Zmieniła się nazwa mojego stanowiska – z Naval Architecta zostałem Project Engineerem. Na szczęście nie oznacza to zaprzestania pracy nad dokumentami techniczno-merytorycznymi,  a jedynie trochę więcej obowiązów administracyjno-handlowych. Aby „sprostać” nazwie nowego stanowiska prowadzę coraz więcej projektów, w ostatnim roku uzbierały sie 4 nowe. Dwa z nich są warte kilku słów więcej.

Rozpoczęty jeszcze w zeszłym roku projekt parametrycznego promu jest właśnie na ukończeniu drugiego etapu. Pierwszy, prowadzony przeze mnie od lutego do października zeszłego roku, zakończył się sukcesem i prezentacją na targach Interferry (info tutaj). W listopadzie nasz partner zgodził się współfinansować drugi etap (zawierający m.in badania modelowe w MARIN), na którym zostałem Project Engineerem (takim zastępcą Project Managera do spraw „techniczych”).  Ten etap miał zakończyć się w okolicach połowy roku, ale mieliśmy trochę problemów personalnych (odszedł Project Manager i główny hydromechanik), więc przeciągnęło sie to do września. Wygląda na to, że mamy teraz gotowy produkt, więc nic tylko go sprzedawać (najnowsze info).

W styczniu złożylismy ofertę dla nowopowstałej, amerykańskiej filii chińskiego koncernu stoczniowego Wison na parametryczne FPSO. Musiałem szybko wyrobić amerykańską wizę, a wiązało się to z 3 dniami zbierania i wypełniania dokumentów, podróżą do Tallina (bo amasada w Helsinkach akurat zamknięta) i ... 5-minutową rozmową z konsulem. Potem 3 wizyty w Houston w ciągu 3 miesięcy, w tym jedna 10-dniowa obejmująca też podsumowanie projektu i jego prezentacja na targach OTC (filmik tutaj). Projekt zakończony sukcesem (on time/within budget), ale bez kontynuacji – rynek offshore wciąż w niejakim zawieszeniu w oczekiwaniu na rozwój sytuacji na globalnych rynkach finansowych – a ta jak wiadomo nie najlepsza.

Mój najnowszy projekt też jest bardzo ciekawy, ale równie poufny, więc dam znać jak wyjdzie jakaś oficjalna notka prasowa. Powiem tylko, że nigdy się nie spodziewałem, że będę latał do swojego rodzinnego miasta na spotkania z Klientem.

Zmieni się też pewnie miesce naszego zamieszkania – wszystko wskazuje, że za jakiś rok wracamy do kraju. Wyląduję pewnie w polskiej filii mojej firmy, która notabene poszukuje nowych pracowników (hydromechnik, teoretyk, szef pracowni maszynowej i elektryk) - ogłoszenie tutaj.

15:12, finzynier , w pracy
Link Dodaj komentarz »
sobota, 30 stycznia 2010

Duch Murphy'ego unosi się nad moją pracą w ostatnim tygodniu: jak nie masz zajęcia przez dłuższy czas to na pewno zaraz przyjdzie moment, gdy będziesz ich miał tyle, że nie będziesz w stanie ich ogarnąć. No i proszę - po ponad dwóch miesiąsach dłubania niepotrzebnych (na razie) programików w czwartek wystartował projekt ofertowy modułu generatorów dieslowych (na FPSO czyli "pływającą rafinerię", która będzie zakotwiczona u wybrzeży Brazyli) oraz kontynuacja obliczeń dynamicznego pozycjonowania dla statku wierniczego. W przyszłym tygodniu ruszy projekt koncepcyjny promu (podobno mam go poprowadzić) a jak znajdę chwilę, to mam jeszcze do zrobienia planowanie transoceanicznej podróży nie-do-końca-oceaniczniego statku (konkretnie lakera-jeziorowca, do żeglugi po Wielkich Jeziorach na granicy USA-Kanada) - czyli wytrzymałość wzdłużna na fali. Nie żebym narzekał - zdecydowanie wolę nadmiar pracy niż niedomiar.

A taki niedomiar będzie miała firma jako całość po tym jak pod koniec lutego skończy się projekt statku, o którym pisałem tutaj. Dotyczy to również znajomych z polskiej filii naszej Firmy, którzy wrócą do kraju (bo od dobrych kilku miesięcy siedzą u na w Raisio) i pójdą na przymusowy urlop. Generalnie sposób w jaki szefostwo Firmy ich  traktuje jest znacznie mniej profesjonalny niż się spodziewałem - ale to niezbyt dobry temat na publiczne rozważania. Dość, że może się zdarzyć, że polska placówka nie będzie już istniała za te kilka lat jak wrócimy do kraju - a to nie brzmi zbyt dobrze.

Jedną z osób mających wpływ na opisaną sytuację jest TS - szef kooperacji. Poza tym, że jest wyjątkowo rozgadany i towarzyski (jak na Fina), to mimo ponad półwiecznego stąpania po ziemskim padole (:-) jeździ tysiące kilometrów na motocyklu i bierze udział w wyprawach polarnych - w marcu zeszłego roku przeszedł (wraz z kilkuosobowym zespołem) Grenlandię w poprzek, na nartach! Ponad 650 km w ok. 30 dni, z ok. 100kg sankami za sobą - tutaj jest strona domowa wyprawy (wraz z dziennikiem podrózy) a na Picassie jest zestaw siedemdziesięciu kilku zdjęć z tej ekspedycji.

Powyższe potraktujcie jako zapowiedź mojego własnego cyklu o Grenlandii - początek za dzień lub dwa znajdziecie w zakładce "Grenlandia" u góry.

13:53, finzynier , w pracy
Link Dodaj komentarz »
piątek, 30 października 2009

Ostatnie kilka tygodni pracuję nad raportem dla klienta z USA nt. stateczności jego dwóch statków. Robota bardzo ciekawa, ale zaczęła się od zgrzytu - miałem jechać do Houston na spotkanie z armatorem, stocznią i projektantem, ale nie pojechałem, bo ambasada USA w Helsinkach stwierdziła, że nie jest mi w stanie w ciągu tygodnia wydać wizy biznesowej. I to mimo, że na stronie departmanetu stanu stoi (dla Helsinek) jak byk: czas oczekiwania na interview: 2 dni, czas procesowania wniosku: 3 dni. Strasznie mnie to zdrażniło, bo oczywiście zamiast mnie pojechał Fin (bo Finowie są wciągnięci do Visa Waiver Program, czyli wypełniają jeden druczek i lecą). I tak, absolutnie bez własnej winy straciłem okazję wykazania się na spotkaniu z przyszłościowym klientem.

Jakby na pocieszenie, dziś dowiedziałem się, że po kolejnych przetasowaniach w strukturze firmy zostałem osobą odpowiedzialną za Hydrodynamics & Stability - Offshore !!! Niby de facto od jakiegoś czasu już tak było, ale oficjalne potwierdzenie tego w strukturze firmy nastraja optymistycznie.

Innym poztywnym aspektem było przypomnienie sobie o zasadach działania fińskiego systemu emerytalnego. A przypomniał mi mój fundzusz emerytalny Varma przysyłając coroczne rozliczenie. Wygląda to w skrócie tak: składka odprowadzana z pensji wędruje w większości na fundusz "emerytury zarobkowej", zarządzany przez prywatną firmę. Mniejsza części idzie do tutejszego ZUS+NFZ czylli Keli. Po osiągnięciu wieku emerytalnego (65 lat dla obu płci, z możliwościami obniżenia tego wieku jak i wydłużenia czasu pracy - z uwagi na sytuację demograficzną rząd namawia do przedłużania, ale nie zmienia przepisów) jest ci wypłacana emerytura zarobkowa. Jeśli z powodu małych zarobków/stażu pracy jest ona niższa od pewnego minimum - Kela dopłaca "emeryturę państwową". Są do niej uprawnienie tylko ci, którzy większość życia spędzili w Finlandii (poniżej 80% czasu między 16 a 65 rokiem życia następuje stopniowa redukcja, jeśli przebywałeś poniżej 3 lat - nie masz prawa do niczego, nawet jeśli akurat mieszkasz w Finlandii). Zainteresowanym szczegółami polecam stronę KELA . Każdy pracujący w Finlandii dostaje regularnie informacje ile uzbierał w fundzusz na emeryture zarobkową i jak się to przełoży na jego emeryturę w przysłości. I tak wychodzi mi, że za każdy rok pracy w Finlandii będę dostawał ok. 40 EUR. Jakby tak pozbierać to wszystko do kupy, to wychodzi, że jeśli w wieku 65 lat przeszedłbym na emeryturę będę dostawał w okolicach 70-80% pensji - całkiem nieźle (oczwiście zakładając, że nie będzie znaczących skoków inflacji, dochodów i indeksów giełdowych). Generalnie system wydaje mi się bardzo sprawiedliwy i motywujący do pracy.

Co ciekawe, mimo generalnych strat za rok 2008, które mój fundusz poniósł, miesięczna emerytura wyliczona za 2007 rok wzrosła (w porównaniu z wyliczeniem z zeszłego roku). Może wynika to z prawodastwa zabezpieczającego interesy  emerytów?

Mimo 15% spadku wartości aktywów Varma to największy gracz na Helsińskiej giełdzie, a dzięki temu jestem za ich pośrednictwem współwłaścicielem takich firm jak Wartsila(silniki okrętowe), Nokia, Fortum(energetyka), Nordea czy Stora Enso(przem. papierniczy).

PS: Gdańsk staje się ważnym centrum logistycznym dzięki przedłużeniu linii kontenerowej Maerska z Chin do Polski - więcej tutaj.

20:39, finzynier , w pracy
Link Komentarze (2) »
wtorek, 02 czerwca 2009

Gwoli przypomnienia: najpierw miałem przymusowy bezpłatny urlop między Bożym Narodzeniem a Nowym Rokiem. Potem cały luty i pół marca chodziłem do pracy trzy dni w tygodniu. W połowie marca potwierdził się kontrakt z Petrobrasem i zakończył się mój lay-off. Przez cały kwiecień i maj walczyłem najpierw z nową aranżacją zbiorników na FPSO, a potem nad zdolnością dynamicznego pozycjonowania. Z tego ostatniego nie jestem do końca zadowolony - udało mi się napisać (w Fortranie) programik symulujący system DP i współpracujący z AQWA-DRIFT, ale daje on zbyt 'gwałtowne' zachowanie jednostki a w rezultacie - zbyt duże pędniki. Będziemy musieli nad tym popracować jak już skończymy projekt (bo dosyć zgrabny raport dla Brazylijczyków udało mi się już złożyć).

W międzyczasie odbyłem coroczną "Personal Development Discussion" z nowym szefem. Miło się gadało, nic rewolucyjnego jednak nie ustaliliśmy. Ale za to dostałem (prawie równocześnie z tą rozmową) podwyżkę i premię za zeszły rok, więc nastroje na przełomie kwietnia i maja były bardzo dobre. Zaraz po długim weekendzie pojechaliśmy do kraju-raju ochrzcić naszą córkę, po powrocie mocno skupiłem się na dokończeniu obliczeń DP, a tu nagle przyłazi do mnie kadrowy i wręcza zapowiedź przestoju (lay-off warning) na CAŁY lipiec, co oznacza, że nie zobaczę ani centa lipcowej pensji. Jest jedna dobra strona tej sytuacji - nie zużyję 2,5 tygodnia urlopu, który planowaliśmy na przełom czerwca i lipca (bo jak jest lay-off to nie można brać urlopu), więc będę miał do wykorzystania więcej na póżniej (ponad ustawowe 3 tygodnie tacierzyńskiego do wykorzystania do końca roku). Poza tym może uda się uniknąć przestoju dzięki kontynuacji projektu dla Petrobrasu - pracujemy nad ofertą na etap FEED (Front End Engineering Design), który jest łącznikiem Concept Design (który zfinalizujemy pod koniec czerwca) a Basic Design (projekt techniczny), który mamy szansę zdobyć jesienią. Więc (wiem, nie zaczyna się zdania od więc...) generalnie rzecz ujmując - na dwoje babka wróżyła. Dam znać jak się coś wyjaśni.

Z innej beczki - podczas biegania słucham sobie z naszej mp-trójki różnych różności a głównie podcastów Nature i Science, ale też World Technology Podcast. Słuchając go ostatnio w samochodzie w drodze do Vierumaki (mieścina 20km na pólnoc od Lahti, w centrum sportowym mieliśmy seminarium doktoranckie) natrafiłem na krótką wzmiankę o stronie, gdzie można się całkiem na poważnie pobawić w rozpoznawanie galaktyk (podobno ludzie oko jest nieporównywalnie lepsze w tym niż jakikolwiek algorytm komputerowy). Jak ktoś ma ochotę - polecam www.galaxyzoo.org.

Trzymając się tematyki astronomicznej - na wygaszaczu mam Sun Clock, sciągnięty z www.mapmaker.com :

 

a za namową kolegi-fizyka sciągnąłem sobie też interaktywną mapę nieba z www.stellarium.org:

 

Teraz już nic, tylko czekać na porządną noc (bo u nas teraz ciemno to jest gdzieś między 2 a 3 w nocy, a i to nie do końca).

 

19:36, finzynier , w pracy
Link Komentarze (2) »
środa, 28 stycznia 2009

Mały update sytuacji pracowej: od poniedziałku zaczynamy pracowac 3 dni w tygodniu, najprawdopodobniej będę miał czwartki i piątki wolne, dla mnie w miarę OK. Wysłałem dziś maila do urzędu pracy, aby umówic się na spotkanie z facetem od obcokrajowców i dostac kilka papierków, ktore potem pod koniec lutego przeslę to funduszu ubezpieczeniowego od bezrobocia, aby dostac jakieś tam wyrównanie. Mam tylko nadzieję, że sytuacja nie potrwa dłużej niż powiedzmy do maja, bo, po pierwsze szkoda kasy, po drugie kończy się wtedy semestr i będę miał mniej opcji co robic z wolnym czasem, po trzecie potomek będzie miał już 2 miesiące i najcięższy czas będzie już za nami.

 

Poza lay-offem w pracy zmiany organizacyjne – mój dotychczasowy szef (Kimmo) przechodzi do marketingu, szefem Concept Development zostaje Tapani – dotychczasowy zastępca z Helsinek, w Raisio jego zastępcą będzie Jukka, jeden z Project Engineersów, ostatnio zajmujący się głównie samochodowcami. Oficjalne tłumaczenie jest takie, że marketing potrzebuje wsparcia osobowego, aby w ciężkich czasach skuteczniej walczyc o zlecenia, ale może jest jakieś drugie dno tych zmian, dla mnie bez znajomości fińskiego nieosiągalne (a tak było przy okazji ostatnich zmian na wyższych stanowiskach). Swoją drogą ciekawy trend – poprzedni szef działu (Jarmo, który przyklepał moje zatrudnienie, ale ani jeden dzień nie był moim faktycznym szefem) też przeszedł do marketingu, teraz jest nawet jego szefem. Inna ciekawostka – dla dotychczasowego zastępcy Kimmo, Pertiego, znaleziono nową funkcję – jako doświadczony kadłubowiec ma się zajmowac koordynacją i sprawdzaniem obliczeń wytrzymałościowych wysyłanych do towarzystw klasyfikacyjnych. Podobno było z tymi obliczeniami sporo problemów (domyślam się, że bardziej chodzi o interpretację zapisów i wyników niż błędy obliczeniowe) w ostatnich miesiącach i potrzebna jest osoba, która ten problem rozwiąże.

Co jeszcze? O polskiej filii mojej firmy napisali w pewnym „branżowym”  miesięczniku, nawet dosyc pochlebnie, mam nadzieję, że kilka bystrzejszych osób zainteresuje się pracą u nas i z czasem uda się stworzyc fajny zespół. O tyle to dla mnie istotne, że plan długofalowy zakłada powrót za kilka lat do Ojczyzny, całkiem prawdopodobne, że nie zmienię przy tej przeprowadzce mojego pracodawcy. No i fajny zespół jest wtedy cenny.

 

Z innej beczki (trochę) chcę wspomniec o dwóch blogach na które ostatnio trafiłem, a które wciągnęły mnie tak, że przeczytałem całe, 2-3-letnie archiwa.

Pierwszy to blog Alexa Barszczewskiego, trenera bizensowego. Krótko rzecz ujmując – ciekawy człowiek, ciekawe tematy do przemyśleń, generalnie inspirujące. Ogólnie pisze głównie dla menadżerów i sprzedawców, ale większośc rad jest uniwersalna i ciekawa dla każdego zainteresowanego rozwojem zawodowym. Kilka elementów, które tam znalazłem wciągnąłem na listę tematów do przegadania z szefem na corocznej, indywidualnej rozmowie o Professional Development.

Drugi to opowieści pozytywnie zakręconej, ambitnej i łebskiej studentki Lotnictwa i Kosmonautyki na warszawskiej polibudzie. Sporo pozytywnej energii, zapału, wiedzy i obserwacji świata. Przyjemne czytanie.

Jak juz przy studenckich sprawach jestem – od 2 tygodni chodzę na zajęcia z Project Management na Abo Akademi – szweckojęzycznym uniwersytecie w Turku, choc zajęcia są oczywiście po angielsku. Tym samym liczba uczelni na których byłem lub jestem tak czy inaczej zarejestrowany (rejestracja na AA potrwa kilka tygodni, ale już w toku) osiągnęła cztery, a ta ostatnia jest pierwszą, która nie ma przymiotnika „techniczny” w nazwie uczelni. Jak już jesteśmy przy edukacyjnej „alternatywnej skromności” to muszę wspomniec o pierwszym seminarium podyplomowym (de facto doktoranckim) na którym byłem w ostatni piątek w Helsinkach. Ciekawe doświawczenie, międzynarodowe towarzystwo, naukowa atmosfera, ogólnie sympatycznie. A po drodze słuchałem w samochodzie m.in podcastów sciągniętych z www.ted.com - bardzo ciekawej strony dokumentującej coroczne konferencje pod tym tytułem, odbywające się gdzieś w Kaliforni. Skrót pochodzi od Technology, Entertainment, Design, ale zakres poruszanych tematów jest przeszeroki – mi szczególnie przypadł do gustu mini-wykład Sir Kena Robinsona o edukacji, która zabija kreatywnośc – 20 min video, w języku Szekspira oczywiście :-)

12:13, finzynier , w pracy
Link Dodaj komentarz »
piątek, 16 stycznia 2009

Nie można byc trochę w ciąży, ale bezrobotnym można byc trochę - sami jesteśmy z Małżonką najlepszym tego przykładem - M jest całkowicie w ciąży a ja jestem częściowo bezrobotny, tzn. od lutego pracuję tylko 3 dni w tygodniu i adekwatnie do tego jestem wynagradzany. Taak, to co nie jest możliwe wg polskiego Kodeksu Pracy jest jak najbardziej możliwe w (jednak dosyc opiekunczej) Finlandii. Oczywiscie będę dostawał jakies dodatkowe pieniądze z KELI (tutejszy ZUSoNFZ) i z funduszu w którym się od bezrobocia ubezpieczałem, ale wciąż będzie to ok. 20% mniejsza pensja. Cóż, przyjdzie mi zakręcic się znów za tłumaczeniami, a wygląda na to, że moje Studio G. ma sporo roboty.

Dla równowagi coś pozytywniejszego - zespół Loituma pochodzi z Finlandii i nagrał (najstrsze dostępne na Youtubie wersje są z 1996 r) taką pioseneczkę - rozsławioną jakiś czas temu w całym internecie dzięki wariacji na jej temat z mangową dziewczynką kręcącą porem...

 
Kupiliśmy sobie z M jakoś na początku zeszłego roku dwie płyty tego zespołu (ściągaliśmy ze Stanów) i inne piosenki są fajne i w podobnym kilmacie, ale nie tak transowe jak ta.
15:12, finzynier , w pracy
Link Komentarze (1) »